Wyprawa z pokładu 2 i 3/4 – Bezdrożami w poszukiwaniu Maroka

Wyprawa 2 i 3/4 – Bezdrożami w poszukiwaniu Maroka      

Tanger z pokładu jachtu w basenie portowym

Tanger z pokładu jachtu w basenie portowym – styczeń 2017

         

Słupy Heraklesa

 

Logistyka wyprawy to fascynujące zadanie. To jeden z elementów podróży i wypraw która dają mi ogromną satysfakcję. Jest 20 stycznia i pracuję rano w Riadzie Suliman w Marakeszu.

 

Mamy za sobą 5 tys km drogami Maroka i dziesiątki przygód oraz cudownych wspomnień. Nawiasem mówiąc tan Riad jest oazą na pustyni. Dagmara jego właścicielka jest jak książkowy przewodnik ze starych opowiadań. Wzbudza zaufanie i nigdy go nie nadużywa. Ale do tego wrócę.

 

Maroko to północna zachodnia brama Afryki. Jej brzegi i największe miasta już są prawie europejskie ale bezdroża nadal dzikie, piękne i pełne zagadek wartych poszukiwania.

Dlatego też wyprawa do Maroka była jednym z planów przyszłości, który doczekał się właśnie realizacji. Od lat prowadzimy wyprawy z pokładu jachtu, namawiamy żeglarzy do podróży i poszukiwania zapomnianych miejsc, ludzi i legend. Ale rzadko mogliśmy na więcej niż kilka dni opuścić pokład naszych jednostek.

Pięć tygodni temu, na początku grudnia okazało się że nasz zespół wyprawowy musi pilnie zmienić i przyspieszyć prace nad wyprawą do Maroka. Jesteśmy tu systematycznie tu od wielu lat, ale podróż do korzeni Maroka musiała poczekać na dokończenie ważnych przygotowań formalnych i logistycznych.

Nasz zespół to 2 i 3/4 czyli Ja, moja Żona Edyta i 11 letnia córeczka Kalinka. W tej wyprawie już występująca jako 3/4. Razem z nią doszliśmy do wniosku że nie jest już malutka a jest średniakiem i w pełni się angażuje w nasze życie i podróże. Uczy się w szkole pozwalającej na pracę na odległość i razem z nami żyje i podróżuje. Zatem dopiero od zeszłego roku cały nasz zespół został przygotowany formalnie do wypraw trwających czasem nawet kilka miesięcy.  W przypadku naszych formalnych przygotowań było chyba nawet trudniej niż u córki. Nasza praca zawodowa to podróże morskie oraz szkolenia sterników i kapitanów. Tym razem musieliśmy być blisko naszego jachtu ale dzięki naszym doskonałym sternikom już bezpiecznie możemy opuszczać jego pokład nawet na kilka tygodni.

Tu ukłony dla  sterników. Są odważni i odpowiedzialni. To mieszanka tak rzadko spotykana u podróżników że jestem dumny znając ich i widząc jak doskonale radzą sobie i rozwijają swoje umiejętności. Praca z nimi to przyjemność.

 

Zatem nasz jacht płynie wybrzeżem zachodniej Afryki od 3 tygodni. Podczas pierwszego z nich sam go prowadziłem teraz stery  przejął mój przyjaciel i doskonały sternik. My w Tangerze zeszliśmy z pokładu rozpoczynając wyprawę bezdrożami Maroka. Śledzimy i prowadzimy z brzegu logistykę jachtu z brzegu. Każda nowo poznana osoba i zwyczaj poprawia też bezpieczeństwo i przygotowania naszej podróży morskiej dla żeglarzy pływających z nami.

 

Gibraltar - widok z pokładu jachtu styczeń 2017

Gibraltar – widok z pokładu jachtu styczeń 2017

Gibraltar czyli brama na Ocean to też ostatni bastion cywilizacji starożytnych. To też początek każdej  podróży za ocean. Za nim rozciągał się ląd dziki nieznany pełen niebezpieczeństw i potworów. My jako kapitanowie przekraczamy go systematycznie, czasem zapominając że mijamy bramę świata starożytnych cywilizacji.

Cieśnina to nie tylko trudny przesmyk morski i miejsce kontaktu dwóch kontynentów. Tylko my przeżyliśmy tam sporo przygód, a o jeszcze większych słyszeliśmy. Jest teraz doskonale opisany i kontrolowany, a nadal wielu kapitanów tam zawodzi i jachty i statki gęsto ścielą jego dno. W grudniu 2016 roku zatoną na Gibratarze następny jacht. Do niedawna cieśnina była jednak bardzo zdradliwa i nie do ogarnięcia, jeśli chodzi o pływy, prądy i lud zamieszkujący jego ziemię.

 

Dzisiaj przepłynięcie z La Linia (La Line de La Conception) i Gibraltaru jest możliwe tyko do Ceuty. Można to zrobić bezpiecznym promem, kursuje do 6 stopni boforta. Czyli jakieś 7/8 czasu w miesiącach zimowych.

Prom kosztuje kilkadziesiąt euro a przewiezienie samochodu to dodatkowe 120 do 150 euro. Ceuta to nadal terytorium Hiszpanii z którego do Maroka prowadzą dwa przejścia w osławionym płocie granicznym. Do Polski ta informacja w ogóle nie dotarła ale Afrykanie w grudniu znów przerwali granicę z Ceutą i prawie 200 osób próbowało przedostać się do Europy. Nowego świata i kontynentu marzeń i możliwości.  Wielu się udało ale schwytani zostali deportowani do centralnej Afryki.

 

Tanger Med - widok z cieśniny Gibraltarskiej

Tanger Med – widok z cieśniny Gibraltarskiej

My jak zawsze przepłynęliśmy przesmyk swoim jachtem, tym razem 2 stycznia. Samo miasto Ceuta często rozczarowuje tych którzy spodziewają się tam ducha centralnej Afryki. Ale zachwyca Afrykanów spodziewających się Europy. My spędzamy tam tylko jedną noc i płyniemy do Tangeru, gdzie stojąc na granicy portu rybackiego jesteśmy kilkaset metrów przed pięknym starym centrum miasta. Czyli przed Mediną.  To miasto nie jest przygotowane do przyjmowania jachtów dlatego nasz pobyt już daje odczucie prawdziwej dzikiej przygody. Miejsce gdzie jest jacht jest bez prądu, wody, jest otoczone policją imigracyjną i wojskiem.

Jednocześnie po tylu latach znamy tam wszystkich i czujemy się często bezpieczniej niż w wielu bezimiennych marinach tzw. europejskich. Ale do tego trzeba było wielu lat kontaktów i zdobywania zaufania też Marokańczyków ! Cóż zatem wypracowaliśmy sobie bezpieczeństwo i zaufanie.

 

Nawet ja uśmiechnąłem się w duszy jak znów po 8 miesiącach nieobecności zostałem przez wszystkich rozpoznany i przyjęty jak dobry przyjaciel.  Tak też nasi koledzy z załogi cieszyli się przyjęciem do grona bliskich znajomych a nie traktowaniem jak turyści.

W Tangerze przestrzegam podróżników przed chodzeniem po głównych ulicach.

Najprościej będzie jak dojdźcie do Cafe Centrum w Medinie Tanger, tam znajdziecie kierunkowskaz na KAZBACH (stary zamek na szczycie mediny). Zatrzymajcie się w samym Cafe CENTRUM, jest jak miejscowa kawiarnia dla reporterów. I co ważne doskonała Marokańska Herbata i Internet (hasło do Internetu to; 20172018). Tam też kelner opowie i wskaże kierunek dróg i zwiedzania nie dla turystów z promów.

W drodze na Kazbach i w nim są miejsca gdzie pracują prawdziwi miejscowi rzemieślnicy i nie kupicie produktów z Chin. Tam też można dobrze i niedrogo zjeść. Dla mężczyzn polecam słaną kawiarnię BABA. Ci co ją znajdą zrozumieją. Choć odwiedziło ją sporo muzyków i słanych ludzi nadal jest kolorowa i kontrowersyjna. Odradzam jednak noce w tej kawiarni bo powietrze jest ciężkie od zapachów wszystkiego co miejscowe.

 

Nie zapomnijcie też o sławnym klubie męskim „Les Fits du Detroid” przed bramą do Muzeum Kazbach w Tangerze. Tam za koszt Marokańskiej herbaty posłuchacie rdzennej muzyki. Po krótkiej namowie przyjmą pod dach też kobiety.

 

Pustynie Maroka

Pustynie Maroka

Po pierwszym tygodniu spędzonym na cieśninie Gibraltarskiej na pokładzie naszego ekspedycyjnego jachtu Sistrum, przesiedliśmy się do naszego samochodu. najkorzystniejszym rozwiązaniem z samochodów w jakikolwiek sposób przygotowanych do bezdroży, okazała się Dacia Duster. I podkreślam najkorzystniejszym, bo nie najlepszym. Brak napędu na dwie osie już po dwóch tygodniach kazał mi kilka godzin przegarniać piski pustyni z pod kół.  Cóż nie wiem czy to będę bardziej pamiętać czy masę miejscowych Berberów obstawiających czy mi się uda. Udało się i byłem dumny i brudny jak Camel 🙂

Dacia Duster kosztuje ok 400 MED na dzień. Pali natomiast 6 litrów na 100 km. I to przy naszych przebiegach szacowanych na ponad 10 000 km przeważyło nad terenówkami 4×4. Miejscowe palą ponad 10/100 km i to te najnowsze.

Miejsca w niej jest dużo a zdarzyło nam się nie raz w niej lub przy niej spać. Bez troski i niewygody daliśmy sobie radę.

 

Szczyt Dzabal Musa - w tle Ceuta i ciesnina Gibraltar

Szczyt Dzabal Musa – w tle Ceuta i cieśnina Gibraltar

10 stycznia na pokładzie miałem urodziny, tuż po tym jak nasz kolega Jerzy miał je 9 stycznia. Zatem pierwszą symboliczną lampkę (raczej kubek jachtowy) szampana wypiliśmy mijając od strony morza skałę Gibraltarską.

Moim prezentem było zdobycie kolosów Heraklesa.

 

W starożytności w III w. p.n.e. świat kończył się na Afryce. Jej teren był nieznany i niegościnny a mitologiczny Herakles podczas swojej 10 pracy miał zatrzymać kolosy. Jeden z nich to skała Gibraltarska drugo to Dżabal Musa w Maroku lub Monte Hacho w Ceucie. Płynąc przez cieśninę widzimy oba.

 

Majestatycznie wyróżniają się te szczyty ostrzegając przed wodami oceanu Afryki na które nieuchronnie wpływamy. Ją piękne. A widok z nich jeszcze piękniejszy.

Wejście na szczyt Gibraltaru nie jest trudne. Liczne ścieżki dlatego zdobyliśmy go obiegając cały kraj Gibraltar o świcie. To raptem 30 km. Zdobycie drugiego ze Słupów (kolosów) jest już trudniejsze.

 

Wyprawa rozpoczyna się z miejscowości  Belyounech i szlak niestety nie prowadzi na szczyt. Jeśli chcecie to rzobić to trzeba do niego dotrzeć niepewnymi ścieżkami miejscowych.

Jest to możliwe i nie niebezpieczne. mnie wejście i zejście zajęło tylko kilka godzin. Widok na Europę z Afryki jest piękny.

W miejscowości wyjścia uzupełnimy zapasy wody (świetny mały sklepik z obsługą posługującą się angielskim jest koło meczetu) oraz ostatnie wsparcie opowieści miejscowych. Ponieważ Musa to szczyt 900 metrowy, najwięcej o nim wiedzą miejscowi pasterze.  Niestety nie radzę iść na niego samemu nie znając wcześniej Maroka. To miejsce gdzie teraz ukrywają się osoby chcące nielegalnie przedostać się do Ceuty.  Zatem to łatwy niebezpieczny szczyt.

Pamiętajcie zdobycie Słupów (Kolosów) Heraklesa jest warte zachodu i można je zdobyć. Po rozmowie z miejscowymi Mohamedem dowiedziałem się że zimą podróżnicy zaglądają na Dżabal Musa bardzo rzadko i ostatni przede mną kilka miesięcy wcześniej.  To super uczucie odkrywać coś tuż za rogiem znanych szlaków. Widziałem ze szczytu Gibraltar, Tarifę, Tanger Med, Ceutę, Europę i Afrykę. I choć ostatniego człowieka widziałem w wiosce wyjścia zaledwie kilka godzin wcześniej, to będąc na dachu cieśniny gibraltarskiej czułem się wyjątkowo widząc to piękne miejsce samemu.

 

Droga do przygody

Droga do przygody

Utarte szlaki są dobre dla Biur Podróży, a to co pobudza wyobraźnię podróżników leży najczęściej blisko i wymaga tylko kilku kroków w bok.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzisiaj zaczynam przygotowanie do wejścia na Dżabal Toubkal. Zdobycie szczytu planujemy na niedzielę. Temperatura odczuwalna na szczycie to -30 stopni. A piszę te słowa z Marakeszu w krótkim rękawku, temperatura 18 stopni.  Świat jest piękny różnorodny choć wymagający.

 

Ale oczywiście gdyby Świat nie był wymagający to już by tak nas nie cieszyło !  

 

 

Najnowsze komentarze
    Najnowsze