Wyprawa z pokładu 2 i 3/4 – Atlas Wysoki i zimowe zdobycie Jabal Tubkal 4167 npm.

Wyprawa 2 i 3/4 – Atlas Wysoki i zimowe zdobycie Jabal Tubkal 4167 npm.

 

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – Szczyt Jabal Tubkal 4167 npm

Dzisiaj Zachodnia Afryka płacze. Sahara łapczywie czerpie wodę z deszczu a my marzniemy.

Ciepło tu jest tak ulotne jak woda.

To doskonały czas na refleksje i wspomnienia. Aż trudno uwierzyć jak wiele się wydarza podczas wypraw w Afryce.

 

Trzeci tydzień wyprawy

To już drugi tydzień od zakończenia maratonu w Marrakeszu i trzeci od naszego zimowego wejścia na najwyższy szczyt Atlasu Wysokiego (najwyższych gór Afryki północnej).

To dobry dzień, pełen deszczu, dobry na podzielenie się nadal żywymi wspomnieniami i doświadczeniem.

Ponieważ moje podróże przez Maroko trwają już od wielu lat, wiele miesięcy w roku, czuje że mogę sobie pozwolić na dzielenie się wskazówkami.

Nasze życie podróże to wyprawy z pokładu jachtu. Pływamy nim cały rok. Zimą w poszukiwaniu lata docieramy co roku do Afryki. W tym roku już od 6 tygodni prowadzimy wyprawę na Saharze.

 

Marrakesz – Komfortowy Riad Suliman, właścicielka to mieszkanka Maroka, przewodniczka, polka i podróżniczka Dagmara

Po pierwszych tygodniach spędzonych wśród bezdroży nad granicą z Algierią postanowiliśmy odpocząć w Marrakeszu.  Tu kilka przyjemnych komfortowych chwil spędziłyśmy w Riadzie Suliman.

W tym czasie nasz jacht dopłynął do Agadiru i cała załoga dołączyła do nas.

Żeglarze są wytrwałymi ludźmi z otwartymi sercami na przygody i poznawanie.  Dzięki temu wszystkie nasze wyprawy z pokładu jachtu cieszą się powodzeniem.  I tym razem cała załoga uczestniczyła w poznawaniu kultury Maroka i Berberów. Te dwa dni jakie zaplanowaliśmy w rejsie między Rabatem a Agadirem wystarczyły ośmino osobowej załodze na poznanie wszystkich cudów jednego z najpiękniejszych miast u podnóża gór Atlasu Wysokiego. Śniadania w klimatycznym komfortowym Riadzie oraz całe dni na ulicach tętniącego życiem miast i placu Jamaa El Fa.

 

W tym czasie ja z dwojgiem śmiałków z jachtu wyruszyliśmy na szczyt Jabal Tubkal.

Zachary i Kapitan Kuba. Zadziwiająco dużo pasji ekstremalnych wiąże ludzi morza i gór. Tym razem Zachariasza i Kubę wiążą ze mną góry, morze, a dodatkowo jeszcze skoki spadochronowe i sporty walki. Oboje okazali się dobrymi i wytrawnymi kompanami tej wyprawy. Miło wchodzić w górę z osobami otwartymi na przygodę. W marcu 2016 roku zdobyłem szczyt w podobnie dobrym towarzystwie. Choć teraz towarzyszył mi nie tylko kolega ale i przyjaciel Kuba.

Pewnie nie bylibyśmy sobą nie organizując tej wyprawy zimą. Temperatura podana na pozycję schronisk to -21 stopni.  Cóż ten szczyt Atlasu Wysokiego nie stanowi trudności wspinaczkowej. Droga do niego jest prosta a sama ścieżka łatwa do zgubienia. Choć jest to możliwe żeby i tu zabłądzić.

Po moim wiosennym zdobyciu szczytu w kilkadziesiąt godzin z pokładu jachtu, czyli z wysokości 0 nad poziomem morza, wydawało mi się że na szczyt należy do łatwych choć wyczerpujących. W dzień po naszym zejściu na szczycie były śmiertelne zaginięcia. My wykorzystaliśmy okno pogodowe, musieliśmy jeszcze zdążyć na jacht i dopłynąć do następnego portu Safi , realizując też plan wyprawy żeglarskiej.  Na nas wtedy czekał na pokładzie Kuba Jakubczyk, polski himalaista. Zdobywca Jabal Tubkal i większości szczytów korony ziemi. Szkoda że tej wyprawy nie odbyliśmy razem jednak wszyscy wiemy że w górach i na morzu króluje natura a my szukamy miejsca dla siebie w jej kaprysach. Oboje znając Tubkal nie mogliśmy później uwierzyć że tam mógł ktoś tak bez sensu zginąć.

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – baza Imlil

Byłem zdziwiony i przerażony. O zaginięciu całej grupy na szczycie, która martwa została odnaleziona kilka dni później, dowiedziałem się po kilku miesiącach. Straszni, nieprawdopodobne ale jednak prawdziwe.

Wtedy była wiosna, temperatury oscylowały wokół kilku stopni poniżej zera. Teraz mieliśmy trudniej. Cóż chyba nie wybrał bym się na Jabal Tubkal przed Listopadem i po marcu.

Od wiosny do później jesieni to uczęszczany szczyt. Od kilkudziesięciu do kilkuset osób codziennie zdobywa szczyt. To dla mnie za dużo. Od Listopada do marca szczyt zdobywa kilka osób, wszyscy przygotowani i wyjątkowy. Zdecydowanie bardziej odnajduje się na drodze, gdzie pojedyncze ślady i doświadczenie szlaku górskiego wskazują drogę. Inaczej jak co kilka minut kogoś mijam a w schroniskach nie ma gdzie usiąść. Tak spędziłem młodość w Tatrach i wiem o ile lepiej smakują góry gdzie ludzi jest mało w schroniskach prawie wszystkich poznajemy i nie jesteśmy bezosobowi. Oczywiście jak zawsze wybór pozostawiam Wam.

 

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – baza Imlil i wypożyczalnie

Podczas przygotowania do wejścia na szczyt zajrzeliśmy jeszcze do Decatlonu w Marrakeszu. Tam przy zaopatrzeniu porównywalnym z polskim uzupełniliśmy zapasy w rzeczy których nie warto było zabierać do samolotu z polski.

Mnie ze sprzętem było łatwiej. Na jachcie mam wszystko by z wielu portów po drodze zdobywać góry, jaskinie i inne piękne niepowtarzalne miejsca.. Od Czarnogórskich Gór Przeklętych, przez Góry Siera Nevada w Hiszpanii, przez wulkany wysp Eolskich oraz przez Góry Atlas i Teidę na Oceanie na Wyspach Szczęśliwych. Zatem po pierwszych zakupach sprzęt osobisty wynajęliśmy w Imlil. To miasto gdzie rozpoczyna się wyprawy w tą część Atlasu Wysokiego.  Z Marrakeszu to 80 km. Stamtąd też regularnie kursują busy do miasta Imlil. My wiemy że dotrzemy na miejsce późno i wyjedziemy następnego dnia w nocy. Zatem zabraliśmy samochód.  Nie jest potrzebny samochód terenowy, wystarczy najtańszy a koszt wynajęcia samochodu to od 25 do 35 euro za dzień.

W Ilmil poza sezonem wynajmiemy bez żadnego problemu buty, czekan, plecak, raki, czekan i kije trankingowe. Dwa dni to około 20 Euro za czekan raki i buty. Oczywiście tu też należy się targować. Przecież jesteśmy w Maroku. Koszt przewodnika to ok 50-60 euro. Przy pierwszym zimowy wejściu zalecam przewodnika. Znajdziecie osoby mówiące po angielski, francusku i hiszpańsku. Droga jest prosta jednak nie na pierwszy raz zimą. Prosta jak jest prosto i jesteście sprawni.  Ponad schroniskiem nie ma zasięgu żadna sieć komórkowa i pomoc nie nadejdzie na pewno drogą powietrzną. Dlatego wśród Was powinna być osoba która uratuje nie tylko siebie ale też Was jak będziecie tego potrzebować. Powinniście mieć też urządzenie do wezwania pomocy bez użycia telefonu. Są dziesiątki takich urządzeń satelitarnych.  Wybór należy do Was. Ale na pewno zapiszcie telefony do schronisk i do kilku hoteli w Imlil. Tam będą mówić po angielsku i Wam pomogą jak będziecie mieli zasięg. I najważniejsze powiadamiajcie gdzie idziecie i kiedy planujecie powrót. Schemat oczywisty ale ważny nie jak jest fajnie tylko jak coś się dzieję. Czyli oby nigdy !

Droga

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – pierwsze szczyty Atlasu Wysokiego

Droga do schronisk to 11 km. Wyszliśmy koło 18 zatem na miejscu byliśmy kilka godzin po zmierzchu.

Nie mogliśmy sobie darować kolacji w miejscowym domu. To ile płacimy za sytą dobrą kolację, około 4 euro za osobę, wystarczy rodzinie na tydzień życia bez lęku o ciepło i jedzenie. Życie w Atlasie nie rozpieszcza mieszkających tam Berberów. Są tam domy bez energii elektrycznej z sieci, większość nie ma kanalizacji i wiele nadal ma problem z wodą. Praca to tylko służby miejskie (czyli zatrudnienie dla kilkudziesięciu osób)  i i usługi. Czyli kilkudziesięciu turystów dziennie utrzymuje całe miasto przez większość zimy.

Ale pamiętajmy że mieszkańcy gór Atlas to w zdecydowanej większości to pogodni ludzie. Rodzina, dzieci, jedzenie i ciepło to podstawa ich szczęścia. Nie wszyscy potrzebują i oczekują życia podobnego do naszych. Oni czasem pytają z większym zainteresowaniem o szczegóły naszego życia niż my o ich. Podobnie jak ja nie marze o życiu na Hawajach oni są przywiązani do swoich tradycji i ziemi. Najlepsze co możemy im dać to pracę. Zatem więc zatrudniajmy ich wszędzie tam gdzie to jest możliwe. Ich praca daje im wystarczające utrzymania, a ceny za ich pracę są naprawdę niskie.  Dla przykładu o 19 o zmroku piliśmy przy nas wyciskany sok pomarańczowy. To była wysokość grubo ponad 2000 npm. za który płaciliśmy po 1 euro za szklankę. Na sok składało się 8 całych pomarańczy wyciskanych przy nas.  Cudowny smak i nasze przejęcie jak cieszył się sprzedawca z jeszcze ostatnich tego dniach klientów. Przed nami była para polaków, i po nas też była para polaków. Tych drugich mijaliśmy w drodze na szczyt. Nie pamiętam imion ale nasz zdziwienie pamiętam. Przywitali nas polskim „cześć” i wiedzieli że jesteśmy polakami. Zakładali się czy ktoś poza polakami może wchodzić nocą w Atlas Wysoki. Mieli rację, tego dni dogoniliśmy inną parę wspinaczy, też polaków 🙂

To byli Justyna i Kuba, później spędziliśmy z nimi wieczór i kawał drogi na szczyt następnego dnia.

 

Noclegi

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – widok z pod szczytu na Północny Zachód

Droga doliną z Imlil, jest długa i czas wolno biegnie szczególnie nocą. Po kilku godzinach byliśmy w schronisku. Wybraliśmy tym razem schronisko zarządzanie przez Francuzów Les Muflos. Drugie jest zarządzane przez Marokańczyków AzibTamsolut. Wybór nie jest prosty. W Marokańskim schronisku jest taniej latem jest tam więcej ludzi, a układ kuchni, jadalni i łazienek jest tradycyjny dla Maroka. Czyli jest ascetycznie. W schronisku Francuskim jest cieplej tylko w jadalniach. W pokojach my zastaliśmy minus 4 stopnie. Ku mojemu zaskoczeniu woda zostawiona przy łóżku rano była całkowicie zamarznięta. Jednak o tej porze roku spotkaliśmy wielu wspinaczy, w tym polaków z którymi następnego dnia planowaliśmy zdobyć szczyt. Pobyt w schronisku to 17 Euro, 5 euro kolacja i 3,5 euro za śniadanie. Przeliczam miejscową walutę na euro świadomie dając Wam relację do niskiej wartości sum wydawanych tak wysoko i to w zimie. W rzeczywistości możecie płacić też w miejscowych dirhamach. Zatem schronisko jest relatywnie tanie a atmosfera doskonala.

Pocieszę Was. W schronisku Francuskim mamy europejskie łazienki (choć temperatura jest zimą w nich minusowa), posiłki są syte i ciepłe podawane w pomieszczeniach z ciepłymi kominkami. Są miejsca gdzie wysuszymy i nagrzejemy ekwipunek. Sypialnie, jak to w schroniskach. Macie koce do woli, są ciepłe choć zakurzone, a pomieszczenia nie mają ogrzewania. Jednym słowem dobre warunki do aklimatyzacji. Zalecam zabranie małych śpiworów. Po pierwsze jako prześcieradeł w schronisku i na wszelki wypadek na podczas wyprawy.

My mieliśmy ze sobą też kartusze, maszynkę i własne jedzenie. Śniadanie i gorącą wodę na dzień następny przygotowaliśmy sami. Choć z kolacji po nocnej drodze skorzystaliśmy miejscowej.

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – droga i powrót ze szczytu to zapierające dech w piersiach niepowtarzalne widoki

Wybieraliśmy też tym razem szybki wariant wejścia, przepakowaliśmy jedzenie, wodę, apteczki i na wszelki wypadek maszynkę do jednego plecaka. Wyszliśmy znów dość późno, jednak wraz z parą poznanych polaków wyszliśmy jedyni na najwyższy szczyt.

Pierwszego dnia jak weszliśmy do schroniska obsługa wiedziała że jesteśmy polakami. To jak twierdzą jedyna narodowość, która po wejściu w nocy w tej temperaturze po prostu pyta o jedzenie nocleg i robi swoje. Zawsze wywołuje to uśmiech na mojej Twarzy jak na innych kontynentach z pośród dziesiątek krajów europejskich to my Polacy jesteśmy rozpoznawani jako doświadczeni, dobrzy i szaleni podróżnicy. Mają rację, następnego dnia zdjęciami udowadnialiśmy że weszliśmy. Od kilku dni tylko nieliczni Polacy zdobywali szczyt.

Znają nas i nikt już nie udowadnia że bez przewodników nie wejdziemy. Polacy zdobywają  zimą szczyt prawie z marszu. Tak było i tym razem. Cała nasz piątka zdobyła szczyt. Wszyscy po małych przygodach z trasą gdzie na długości 6 km na szczyt prześlijmy 10 km.zdobyliśmy szczyt.

Dumni wyczerpani i zmarznięci po południu byliśmy z powrotem w schronisku. Znów sami zrobiliśmy sobie ciepły posiłek i byliśmy gotowi do zejścia do Imlil do samochodu do Marrakeszu i dalej samochodem do Agadiru na jacht. Jacht i załoga następnego dnia wypłynęli na kilka kilkaset mil na otwarty Ocean. Dopłynęli bezpiecznie po kilku dniach na wyspę Lanzarotte.

Samo wejście to przepiękne panoramy, nam towarzyszyły tej zimy też chmury dając pięknie urozmaicone niebo. Niestety niespodziewanie w drodze na szczyt napotkaliśmy wiatr wzmagający się w szkwałach na szczycie do 60-70 km/h.  Znacznie obniżał odczuwalną temperaturę. I z łatwego podejścia zrobiło się naprawdę wyczerpująco. Samego podejścia i zdobywania szczytu jak zwykle nie opisuję dokładnie. To był i jest magiczny czas gdy każdy walczy z sobą i dla siebie. Takie opowieści można usłyszeć tylko osobiście.

 

 

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – Szczyt

W drodze na szczyt poznaliśmy siebie i górę.

 

Dziękuję żnie i córeczce że mam dla kogo walczyć oraz Kubie za świetne towarzystwo i oparcie w wyprawie oraz zdjęcia wykorzystane we wspomnieniach.

„Jachtem na Pustynię i do centrum Filmu przygodowego” > MAROKO

Krótka relacja z naszej wyprawy na Pustynię, w trakcie kilku miesięcznej podróży jachtem z Chorwacji na Wyspy Kanaryjskie

Pustynia, jadąc tam kojarzyła Mi się z wydmami i wielbłądami 🙂
I tak jest, są wielbłądy i wydmy i chce się pić 🙂 jak się po nich trochę pochodzi, nawet jeśli robimy to dla zabawy 🙂
Dodatkowo odkryłam coś czego absolutnie się nie spodziewałam, a pomógł mi w tym pewien zaprzyjaźniony Beduin 🙂
Miałam jechać na pustynię 🙂 choć teoretycznie mieszkałam już na niej ale chciałam zobaczyć jak to jest widzieć wydmy aż po horyzont z każdej strony 🙂 i jak okiem sięgnąć.
Dostałam ścisłe instrukcje –„Jedź tu a nie tu, ceny są takie a takie i nie daj się naciągać jak zwykły Japoński turysta z aparatem, który płaci za wszystko jak za zboże :). Przy okazji jak będziesz tam jechać zaraz za miastem jakieś 15 km są FOSILLES 🙂 tylko nie wchodź do sklepu jak turyści :)”
Zaczynam podejrzewać że TURYSTA to jakieś hasło i chyba nie znaczy nic dobrego 🙂

Ok. jadę więc za miasto 15 km widzę na górze piękny napis SKAMIENIAŁOŚCI czyli FOSSILES ułożony na górze z białych kamieni skręcamy więc z asfaltowej drogi, w coś co chyba jest drogą 🙂 po prostu jeździły tam wcześniej samochody bo widać ślady kół.
Czyli ktoś tam jechał więc już jest nie źle wjeżdżamy na górę jest tu jakaś chałupka nikogo do okoła i wszędzie piasek i kamienie.

Super i co ja mam sama teraz tu znaleźć 🙂
Tak naprawdę nie do końca byłam sama bo był ze mną mąż i córka i byli tak samo zdezorientowani jak ja.
Byliśmy za to gotowi na przygodę, a w Maroko jest o nią wyjątkowo łatwo. Usiadłam na kupie kamieni 🙂 popatrzyłam pod nogi na kamień który mi przeszkadzał I AŻ MNIE ZATKAŁO 🙂 schyliłam się niżej a na kamieniu odciśnięta łodyga roślinki. Pierwsza myśl, to pewnie jakaś ŚCIEMA 🙂
Patrzę na następny a tam 3 muszelki ślimaka, przyglądam się następnym i okazuje się że tu nie ma ani jednego kamienia bez skamieniałości 🙂
Mohamed miał racje :)!!! Wystarczy że tu przyjechałam i sama znalazłam, piękną Gablotę Muzealną.
Pamiętam jak chodziłam z Rodzicami do Muzeum i patrzyłam na te fascynujące eksponaty ale nie wolno Mi było ich dotykać !

A tu, stoję na jednej wielkiej gablocie! Nie mogłam uwierzyć że to prawda że naprawdę tu tyle tego jest, ale przecież jest 🙂 Miejscowi po prostu wydobywają i sprzedają Turystą bardziej imponujące Eksponaty, ale każdy może pobawić się w Archeologa 🙂
Ciężko w to wszystko uwierzyć jeszcze kilko dni temu mieszkałam na jachcie zbierałam muszelki na plaży na której było ich tyle że nie chodziliśmy po piasku tylko po muszelkach a teraz jestem na Pustyni i nie chodzę po wydmach tylko po eksponatach muzealnych 🙂

Coś deficyt piasku mają w tej Afryce 🙂
W każdym razie super uczucie zbierać i odkrywać skamienielinę, za skamienieliną 🙂 Suprę uczucie już wiem co to „Gorączka Złota”- może następna będzie większa i na pewno inna i bardziej pociągająca.
Tak minęły nam 4 godziny, efekt kilkanaście kilo kamieni w bagażniku i ogromna satysfakcja.
Później zachód słońca i wydmy i wielbłądy super romantycznie i bajecznie jak z filmu przygodowego „Sahara”. Ale porównanie do tego filmu było by nie na miejscu bardziej pasował by tu Film „Indiana Jones”.
Wracając do hotelu nie spodziewałam się następnych przygód a tu przed nami wyrosła Góra na środku pustkowia z piękną bramą, żywcem z któregoś z odcinków \\\”Indiany Jones\\\” , skręcamy z głównej drogi i jedziemy 10 min bezdrożami. Wjeżdżamy do centrum bajkowej góry, wszystko jest tu nie wyobrażalnie wielkie zaskakujące i filmowe.
I znowu dobrze znane uczucie z przed kilku godzin czy to nie LIPA 🙂 Wygląda na to że to nie makieta filmowa 🙂

Co jest w tej Pustyni, że jest kompletnie nie taka jakiej się spodziewamy i w tym Maroko że nas tak zaskakuje, to czego się spodziewamy jest.
I jest fajnie że nas nie rozczarowuje ale to czego się nie spodziewamy jest o wiele lepsze. Daje uczucie nawet nie wiem jakie 🙂 trudno je opisać jest takie wzruszające i obezwładniające jest wielką przygodą 🙂

Wyprawa z pokładu 2 i 3/4 – piaskami Sahary

Wyprawa z pokładu 2 i 3/4 – piaskami Sahary

Riady, domy z dziedzińcem i oknami do wnętrza.

 

Jest drugi luty. Słońce gaśnie w basenie za oknem. Cienie zamykają drzwi na świat otwierając drogę do wyobraźni. Za murami jeszcze widzę góry pokryte drzewami arganowymi i słyszę szum piasków pustyni. Kilka minut dalej jest ocean i bezdroża Afryki. W mojej pamięci czuje wciąż żywe wspaniałe wspomnienia ostatnich dni.

 

Ostatnie trzy tygodnie były bardzo intensywne. Wydarzyło się dużo dużych rzeczy. Poznaliśmy i nadaj poznajemy smak życia w Afryce. Delektujemy się wolnym czasem z mieszkańcami maroka i ekscytujemy naszymi własnymi planami które są wymagające i mocno nas forsują.

Poważnie myślałem o dyktowaniu wspomnień. Pewnie że zabiera to magię pisania. Dlatego tego nie robię. Ale co dzień jest tyle fantastycznych ludzi których spotykamy. Tyle myśli, gestów, chwil którymi warto się podzielić że doba nie wystarczy na przeżywania i o tym pisanie. Obiecałem sobie dzielić z innymi entuzjazmem który mnie osobiście daje energii do pokonywania samego siebie. Ale przeszkadza mi w tym za krótka doba.

 

Wyprawa 2 i 2z3 na pustyni

Noclegi i ostatnie zakupy Maroko

Ostatnia noc w zaludnionej części Maroka upłynęła nam z Mediną Fezu za oknami. Jak w każdym mieście Afryki to do na należy wybór gdzie spędzimy noc. Albo warunki znane i porównywalne z propozycji z Bookingu. Albo warunki często zaskakujące ale bliskie ludzi i życia Afryki z miejsc polecanych przez poznanych ludzi których obdarzymy choć odrobiną zaufania. Po pierwsze w Afryce wszystko co ma 3 i mniej gwiazdek należy sprawdzić z opiniami osób które wypowiadają się o lokalizacjach. Często zdjęcia to o wiele za mało niż się będziecie spodziewać. I my też po tygodniach Sahary i radiów chcemy czasem komfortowy ciepły prysznic. Ale to bardzo szybko się nudzi jak jesteśmy w tzw. europejskim hotelu. Jednak świadomie wybierajcie czego potrzebujecie

Nie wybierajcie tylko po rekomendacji Bookingu. Jak wytłumaczyła nam to Dagmara z Dar Banana i Riadu Suliman, punkty Booking przyznaje za ilość prowizji jakie oddaje się do ich portalu. Zatem dobry w booking, to nie znaczy dobry dla Was a tylko dochodowy dla Booking.

Dobry portal to TripAdvisor, ściągnijcie go sobie przed podróżami i zarejestrujcie. Później szkoda czasu. Przeszukiwanie noclegów to świetna zabawa . Dzwońcie do obiektów z telefonu wcześniej kupionego w każdym kraju. Dzwońcie rano na kilka dni wyprzedzenia, nie wcześniej. Afryka to nie Paryż czy Amsterdam, noclegów nie braknie szczególnie poza sezonem. Booking zabiera ok 20% za pośrednictwo, dość łatwo zatem wynegocjować właśnie te 20%. Szczególnie w miejscu gdzie przy telefonie jest właściciel lub osoba mające pole decyzyjne. Czyli im mniejsze miejsce tym większe rabaty bez portali bukujących. Lub od razu pytajcie o managera lub właściciela. Oceniajcie też miejsca gdzie mieszkaliście na portalach, dajcie innym wskazówki.

Wyprawa 2 i 2z3 – drugi z dwóch robi zdjęcie a kniec drogi jest tam gdzie horyzont i tam gdzie sięga wyobraźnia !

Nasza droga po noclegach tej części Maroka jest jak zawsze niepowtarzalna. Każdy taką musi odbyć sam. I każdego droga będzie też niepowtarzalna.

Nocleg w Fezie znalazłem sam Riad Fes Aicha (miły zimny ale czysty i zaskakująco Marokański Riad, polecam).  Tam manager wskazał nam wyjątkowy Ria Suliman z polską właścicielką Dagmarą w Marrakeszu. Teraz jestem w Dar Banana, drugim domu Dagmary z Marrakeszu, tym razem w Aurir koło Agadiru. Oczywiście wszystkie te adresy to przypadek, szczęśliwy jak większość bo miejsca i ludzie w nich są świetni. I oczywiście tej drogi nie da się znaleźć w Bookingu.

Z serca zatem zalecam przy podobnej wyprawie. My podróżujemy Dacia Duster, wypożyczenie to 400 dh dziennie (to ok 210 PLN). Nocleg to ok 300 – 400 hm dziennie ( pokój 3 osobowy to ok 210 PLN). Bez luksusów. Dlatego tylko raz na kilka tygodni wybieramy hotel europejski (są znacznie droższe i prawie niczym nie przypominają Afryki). Na co dzień mieszkamy jak najbliżej Marokańczyków się da. To dość spokojne rozwiązanie szczególnie że My to też córeczka Kalina 11 lat. I jej dobro i bezpieczeństwo jest oczywistym priorytetem. Wybieramy Riady, Dar-y, i miejsca mające ducha Maroka.

Przy podobnej konfiguracji wyprawy i konieczności nocowania w nieznanych miejscach w samochodzie powinny się znaleźć;

Za górami Algeria a obok nas szarfa asfaltu na pustyni

Przedłużacz tak z 4 metry i 5 gniazdek. W Riadach (domach gdzie okna są na dziedziniec domu w jego środku), hotelach i Dar-ach (domach podobnych do europejskich) często są max 2 gniazdka na pokuj. Zakładając że macie 2 telefony, aparat, często komputer itd to raczej się nie podładujecie ze wszystkim. Cóż znam takie osoby które będą wstawać co 4 h żeby zmienić urządzenia albo czegoś nie naładują. My zabieramy przedłużacz, to 20 dh (czyli 11 PLN) I oczywiście czajnik elektryczny koszt to ok 20 PLN.  Jesteśmy w Afryce, nocą temperatury spadają do minusowych. Kawa dla nas i herbata dla dziecka powinna być zawsze pod ręką. Dla mnie niezbędne przy dziecku jest też źródło ciepła. najczęściej w holetach dobrych jest klimatyzacja która ma też opcję grzania. Z doświadczenia w 7 na 10 przypadków nie działają. Urządzenia jak nasza polska Farelka to tylko ok 50 dh (jakieś 29 PLN). A w nocy nie musicie w pokojach ubierać sie we wszystko co macie i wieczór też staje sie dłuższy jak jest komfortowym. Zatem mały pakunek do kupienia w każdym mieście w Maroku przydaje się zawsze wieczorami. Przemyślcie jak jeździcie samochodem.

I jeszcze jedna ważna wskazówka. Zanim wyruszycie na Sacharę upewnijcie się że macie pod ręką papierosy, ogień i oczywiście dużo drobnych słodyczy dla dzieci. To waluta która rozwiązuje nieufność pasterzmy a nawet Berberów i ich rodzin. To prezent o który mogą prosić, to normalne dla mężczyzn i też dzieci. Ofiarowanie ich nie zmienia nic, nikogo nie upokarza, a zamiast nieufności spotkacie uśmiech i braterstwo.

 

Za oknami Camele i od kilku godzin brak ludzi. Pięknie !

Bezdroża

Z Fezu do El Aioun jedziemy autostradą A2. Niesamowite jak można w południe jechać autostradą przez godzinę i nie spotkać w żadną stronę jednego samochodu. Jaka to ogromna inwestycja żeby w przyszłości otworzyć nowe możliwości dla odciętych do tej pory regionów państwa. Zazdroszczę.

W El Aioun planowaliśmy zjechać na drogę R607 do Jerada. Jednak po 40 km droga okazała się jedno pasmowa w obie strony, trochę mało bezpiecznie jak na nocną podróż. Zatem wróciliśmy się do autostrady i do Jerada dojechaliśmy przez Ważda.

Dalej ale jak na noc o wiele bezpieczniej. Świetne drogi jak na tak ubogie regiony.

Pamiętajcie że 95% stacji benzynowych w Afryce nie działa po zachodzie słońca. Na stacjach jest wyłącznie paliwo i podstawowe płyny. To nie są europejskie stacje z supermarketami i restauracjami.

Nie liczcie też na części, jedzenie czy toalety. Na dodatek na 90% stacji musicie mieć gotówkę. W ostateczności przyjmą Euro lub dolary. Nigdzie poza dużymi miastami nie zapłacicie kartą.

W bezludnych terenach Booking i google to nie narzędzie do szukania noclegów. Ja korzystam z aplikacji Maps.Me to darmowa aplikacja off-line. Niezła bo wskazuje też noclegi i nawet bardzo rzadko uczęszczane szlaki piesze. Mapy ściągniecie sobie w domu za darmo z Internetu na całą przestrzeń planowanej wyprawy. I będzie wam służyć wszędzie gdzie nie będzie Internetu. Cóż oczywiście musicie mieć mapę papierową.

To cud że czasem są znaki, droga za to po godzinie przestała być rozpoznawalna

Podróż nocami i daleko od szlaków turystycznych ma swoje dobre i złe strony. Cóż jak nie ma dużo turystów to wszyscy jesteśmy nagle czymś wyjątkowym. Nie chwalcie się specjalnie znajomością języków a raczej witajcie wszystkich z uśmiechem i akceptacją. Tutaj nawet czysty arabski Wam się nie przyda, wszyscy mówią berberskim lub innymi narzeczami. Francuski tylko wśród wyższych urzędników. W końcu jesteście na ich ziemi i w domach rdzennej ludności tych terenów.

Mapa kawałek kartki i długopis to zawsze trzeba mieć w kieszeni. A uśmiech jest lepszy od słów. Jak lubicie ludzi porozumiecie się zawsze ze wszystkim. Minus to że to tereny nie opisane i nie poznacie ich przez Internet. Czyli nie zrażajcie się że google Wam powie że najbliższy bankomat jest za 200 km i nocleg też. Zapytajcie kogoś, będą bliżej i na pewno Wam się nic nie stanie po drodze. To cudowne i rozbrajające że biedni ludzie podzielą się z Wami ostatnim chlebem z uśmiechem na ustach.

Postarajcie się też tak robić a świat będzie miał więcej uśmiechu dla podróżników!

 

 

 

Ludzie

Ważne, w całej Afryce północnej bardzo często zdarzając się kontrole policyjne. Najczęściej na granicy miast ale też na krzyżówkach i ważnych skrzyżowaniach. Nie są groźne, służą też dla naszego bezpieczeństwa.  Poproszą o paszporty i sprawdzą czy mamy pieczątki przejść granicznych. W Maroku dostaniecie indywidualny unikatowy numer. Będzie wpisany długopisem. Będzie Wam towarzyszyć w tym kraju na zawsze. To ten numer policja wprowadzi do komputera. Dla mnie to poczucie bezpieczeństwa bo w tan sposób pozostaje ślad gdzie jesteśmy.

Wiecie na pewno (wielu podróżników na to uczula), wasza trasa musi być komuś znana w kraju. Ktoś zawsze powinien wiedzieć gdzie jesteście i gdzie będziecie.

Rzeka i woda to życie ale też wygoda

My co rogatki z uśmiechem witaliśmy nowych policjantów. W środku nocy w temperaturze – 7 stopni zawsze tam są. Pytają jak nam pomóc, choć niewiele mogą zrobić i tak mam cały kalendarz napisanych odręcznie na naszej masce map, telefonów i wskazówek. Świetne, miło po 6 godzinach bezdroży spotkać kogoś przyjaznego w środku nocy. A po horyzont nawet jednego światła latarni i żadnych oznak cywilizacji oprócz jedno pasmowej drogi. Ja z Europy pamiętam tylko mandaty wypisywane przez policję, nie instrukcje pomocy 🙂

Dojechaliśmy do Bouarfa. Jest zimno słonecznie i pięknie. Wszędzie bezdroża i góry. To tereny graniczne zatem co dziesiąta spotykana osoba jest w mundurze wojskowym.  Algeria dla Marokańczyków też jest niespokojnym i konfliktowym krajem. Poznaliśmy tam nomadów i pasterzy. Uśmiecham się jak wspominam książki Fantazy, jak to świat się zmieni jak braknie prądu lub innych mediów.  Nie prawda, dla tych ludzi nic się nie zmieni. Brak prądu zauważą po kilku tygodniach jak w sklepie gdzie wymaniają się produktami uzyskanymi z mleka i pracy własnych rąk nie będzie lampki elektrycznej. Oni żyją jak dziesiątak i setki lat temu. Ze zdobyczy cywilizacji mają tylko pojemniki z tworzyw sztucznych. Czyli zmora i śmieci naszych czasów.

Z nomadami spędziliśmy magiczny czas jak w minionych wiekach. Miałem przyjemność paść kozy i owce. Dzień zaczyna się od mycia, modlitwy, herbaty i tłustego skromnego śniadania. Następny posiłek za 10 godzin. Dziesięć godzin ochrony stada i szukania trochę bogatszych niż sam piach pastwisk. Czyż to nie piękne że oni się nie niecierpliwią. Ale żeby wiedzieć że w 10 godzin można zrobić setki rzeczy. Odbyć 8 godzin pracy i iść do kina. Pobiegać, poznać kogoś nowego spotkać przyjaciół.  Żeby brakowało czegokolwiek co my znamy trzeba to znać. Jak od dzieciństwa oni się cieszą słońce, ptakami, trawą i cieniem w południe to daje im szczęście.  Z nas śmieją się że brak nam cierpliwości. I oczywiście mają rację !

Wyprawa 2 i 2-3 – nieznane regiony Maroka

W małych miastach jak Bouarfa nie zjecie już znajomych potraw. Najbardziej przyjazną potrawą jest kurczak z grilla, na całym świecie prawie taki sam. Tutaj tylko trochę więcej curry :). Są też lokalne szaszłyki i znany wszystkim z Maroka Tadzin. Do wszystkich potraw dodawany jest sos do zanurzania w nim ryżu i chleba zawsze dokładanego do dania.  Sztućce też są tylko dla marudzących turystów. Na Saharze je się rękoma albo nożem.  Zawsze jest też mała sałatka jako starter i dodatek. I tylko w dużych miastach gdzie turyście się nie znają te produkty mają dodatkowe ceny. Cena za Kurczaka, Tadzin itd. zawsze zawiera chleb, ryż, sos, i sałatkę. A obiad dla nas Trojga, w świetnej atmosferze i do syta to ok 10 euro. Chciałbym tak zjeść w Polsce za 42 PLN. W Maroku głodni zawsze dostaną coś do jedzenia. Choć nie tolerują tu ludzi nie chcących pracować. Za posiłek często trzeba coś sprzątnąć. Jak jedzenie jest cenne to ludzie też łatwiej nim się dzielą. Wszystko na pustyni jest prostsze, jak na morzu gdy dbamy o jedzenie, ciepło i bezpieczeństwo. Godziny są długie ale dni i tygodnie mijają w mgnieniu oka. Czas mija i daje nam szczęście przeżytych niepowtarzalnych chwil.

 

Zawsze przed wyborem drogi dla naszych załogantów na rejsie morskim i oceanicznym też staram się wcześniej się skrupulatnie wysłuchać załogi.  To fascynujące jak wartościowe drogi i marzenia mają ludzie. Jak każdy człowiek jest nieodkrytym światem i każdego historia jest ważna i warta wysłuchania.

Nieważne czy jesteśmy finansistami, managerami czy nomadami. Ale lepiej jak jesteśmy solą ziemi a nie jaj przekleństwem.

Podczas rejsów, nocami już samotnie w nawigacyjnej lub jak teraz w Dar Banana w Aurir w Maroku, myślami wracam do ludzi i przygód. Zastanawiam się czy wiem o nich wystarczająco żeby pisać, uśmiecham się do własnych myśli wspominając innych uśmiechy i zabawne historie.

 

 

Droga i przygoda, bez końca !

Cóż, żyć to czuć i marzyć ! Poznawać, ryzykować i uśmiechać się na początek i koniec nawet po błędach.

Zapraszam, następna przygoda podczas wyprawy zaprowadzi nas na dach Afryki do Atlasu Wysokiego. Opiszę to niebawem.

 

 

 

 

Najnowsze komentarze
    Najnowsze