Nie uciekamy na morze przed życiem, tylko pływamy żeby życie nam nie uciekło….

Morze Możliwości z akcją łap za Biust– Rejs Charytatywny z kobietami doświadczonymi przez Raka

Wszystko udało się dzięki – wyjątkowym ludziom też dzięki Wam !

 

Artykuł ukazał się w miesięczniku WIATR- 

http://magazynwiatr.pl/blog/nie-uciekamy-na-morze-przed-zyciem-ale-plywamy-by-zycie-nam-nie-ucieklo/

 

Żeglowanie to nie tylko przemieszczanie się po wodzie. To dużo więcej. Dziś już nikogo nie trzeba o tym przekonywać.

 

Bywa, że na morzu jesteśmy sami, bądź częściowo sami i sami musimy sobie poradzić.  Uczymy się tego zdobywając doświadczenie podczas przeżywania trudnych warunków. Morze to rozwój możliwość dla wszystkich.  To miejsce sprawdzenia tego jak silni i wytrwali jesteśmy sercem i determinacją, ale i mięśniami.

 

Taki był cel charytatywnego rejsu „Może Możliwości z akcją Łap za biust” .  Dać wspaniałym kobietom nowe doświadczenia. Dać im marzenia.  Dać im nowe Morze Możliwości.

 

Rejs z wyjątkowymi żeglarkami  – doświadczonymi przez raka piersi – już zakończony: na pokładzie kobiety: Iwona „Mała”, Iwona „Ruda, Ewa, Ela oraz Danuta udowodniły, że żeglowanie daje siłę i wiarę!

Rak, morze i my.  I my wygrywamy! – mówi Iwona „Mała” w grocie w Św. Niedzieli na wyspie Hvar.

Podczas rejsu pięć kobiet doświadczonych przez raka piersi zmierzyło się z pokonaniem własnych słabości. A chciały opuścić pokład jeszcze silniejsze.  Podczas rejsu wraz Kamą z Gazety Wyborczej oraz Jarkiem – przewodnikiem i kierowcą – stały się prawdziwymi żeglarzami. Uczyły się sztuki żeglowania, trzymały nocną wachtę, gotowały i wykonywały wszystkie prace na pokładzie.  Szybko i bezbłędnie zdobywały żeglarską wiedzę. Doskonale radziły sobie na swoich stanowiskach i podczas manewrów portowych. Jak każda załoga wspaniale i szybko uczyły się nowych funkcji, umiejętności, obowiązków i odpowiedzialności. A bywało, że zawstydzały w portach inne załogi jakością swojej pracy.

Czy to pomoże w ich życiu? Po rejsie mówiły, że tak.

Nie wiem czy one – moja załoga – czy ja jako kapitan rejsu więcej nauczyłem się podczas tego niezwykłego tygodnia.  Ich chęci,  determinacja,  uśmiech i łzy radości były największą nagrodą. To było wyjątkowe spotkanie, wyjątkowa załoga. Zafascynowany słuchałem jak Iwona „Ruda” i Ewa mówiły o życiu każdym dniem i chwilą. W ustach tych kobiet to nie były slogany. Do tego wspaniale opisywały wrażenia z przygód na morzu. Czułem, że te kobiety mogą zmienić cały swój świat. To tak wiele móc sobie znów przypomnieć, że każdy dzień jest najważniejszy bo trwa dzisiaj i mamy na niego największy wpływ.  A jutro może nie nadejść…

Dzisiaj to ja dziękuję tej wspaniałej załodze i po raz kolejny przypominam sobie słowa mojej żony Kapitan Edyty: Nie uciekamy na morze przed życiem, tylko pływamy żeby życie nam nie uciekło….

 

Dziękuję żonie i córeczce, że razem z nami zorganizowały ten rejs. Dziękuję Gazecie Wyborczej, fundacji Pełną Piersią, projektowi Reality Sailing 24 oraz wszystkim, którzy pomogli nam i wsparli nas  za pośrednictwem www.odpalprojekt.pl 

Dzięki waszym wielkim sercom i odwadze ten rejs tak wspaniałe się udał.  

 

 

 

Autor;

Kap. Adam Jakubczak

Morze Możliwości – rejs charytatywny POMAGAMY

Żeglarze  !

Pomagamy kobietom doświadczonym przez raka piersi  

Żeglarze wspieramy Rejs dla Kobiet po mastektomii w Chorwacji. Zbieramy na realizację marzenia , jedzenie podróż, ubezpieczenie i pomoc lekarzy. Udowodnijmy że żeglarze mają serca i pomagają !

To pierwsza i jedyna polska wyprawa kobiet po mastektomii w Chorwacji.

Przełam z nami złe scenariusze i pomóż nam wypłynąć na szrokie wody.

Pięć kobiet – uczestniczek akcji „Łap za biust. Profilaktyk raka piersi” ma marzenie „chce popłynąć na Rejs w Chorwacji.

Podczas rejsu będziemy uczyć jak prawidłowo samodzielnie badać pierci i mówić o tym jak zdrowo żyć.

Przygotowujemy „Różowy przewodnik” po atrakcjach Chorwacji z zaznaczonymi miejscami, które warto zobaczyć.

Nasz codzienne relacje z podróży praz trasę naszego rejsu będziecie mogli zobaczyćna lodz.wyborcza.pl o naszych przygodach przeczytać na łamach Gazety Wyborczej i www.RealitySailing24.com

Wesprzyj Nas Odpal Projekt

https://odpalprojekt.pl/projekty/pokaz/1664,morze-mozliwosci-czyli-rejs-lap-za-biust

Artykuły w Gazecie Wyborczej o rejsie;

http://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,44788,21827988,morze-mozliwosci-z-lap-za-biust.html

http://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,22286934,morze-mozliwosci-lap-za-biust.html

Autor artykułu 

Kapitan Adam Jakubczak

Szkoła dla dzieci podróżników – rekrutacja w toku

Szkoła dla dzieci podróżników – rekrutacja w toku

 

Praca i życie w podróży. To marzenie która da się zrealizować tylko nielicznym.

Rodzina żeglarzy i podróżników, Kapitanowie Adama i Edyty Jakubczak, od lat żeglują i podróżują wraz z dorastającą córką Kalinką. Pływają po morzach i oceanach przez 11 miesięcy w roku. Pokonali wiele trudności dla życia w podróży. Teraz dzielą sie z nami doświadczeniem podczas realizacji nowego projektu Reality Sailing 24.

Projekt www.RealitySailing24.com ma przybliżyć innym prawdziwe życie żeglarzy i podróżników. Nauczyć też innych jak pokonać skutecznie trudności życia w podróży i dla podróży.

Szczególne życie z domem poza granicami kraju, na pokładzie jachtu lub w ciągłej drodze to nie tylko poznawanie nowych kultur środowisk, krajów i kontynentów. Nie da się przecenić wartości poznawczej takiego życia, to wspaniałą nauka nie dająca się z niczym porównać, szczególnie dla dzieci. Życie z dala od kraju to jednak też trudność spełnienia obowiązków formalnych spoczywających na rodzicach. Dzieci polskie są zobowiązane do realizacji obowiązku szkolnego do 18 roku życia. Do tej pory rodzice musieli pogodzić się z całkowitym przejęciem edukacji (bardzo dużą odpowiedzialnością) lub rozłąką z dziećmi. Dla wielu to byłą granica odpowiedzialności rodzica nie do przekroczenia.

Córeczka żeglarzy Adama i Edyty uczy się w ośrodku ORPEG, pozwalającej na realizację obowiązku szkolnego na odległość, to szkoła dla dzieci przebywających czasowo poza terenem kraju.

Za pomocą strony on-line Kalinka uczestniczy w zającach. Wszystkie zajęcia dodatkowo są dla niej dostępne of-line jeśli w danej lekcji nie mogła uczestniczyć. Co miesiąc każdy przedmiot podsumowuje jej samodzielna praca pisemna (test) podsumowujący przerobiony materiał. Co roku każdy przedmiot kończy się egzaminem w szkole ORPEG w Warszawie, w uzgodniony wcześniej terminie.  Dziewczynka podczas lekcji ma kontakt z nauczycielami którzy śledzą jej postępy i też kontaktują się z rodzicami.

….Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą istnieje od wielu lat (ORPEG). Koordynuje zadania związane z organizacją kształcenia dzieci obywateli polskich czasowo przebywających za granicą.

Zgodnie z § 4 >> rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 31 sierpnia 2010 r. w sprawie organizacji kształcenia dzieci obywateli polskich czasowo przebywających za granicą (Dz. U. z 2014 r. poz. 454.), dzieci obywateli polskich czasowo przebywających za granicą mogą spełniać obowiązek szkolny i obowiązek nauki przez:

  • uczęszczanie do szkoły działającej w systemie oświaty innego kraju;
  • uczęszczanie do szkoły europejskiej działającej na podstawie Konwencji o Statucie Szkół Europejskich;
  • uczestniczenie w kształceniu na odległość, prowadzonym przez szkoły im. Komisji Edukacji Narodowej w Ośrodku Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą w Warszawie, obejmującym realizację ramowego planu nauczania.

Dla uczniów spełniających lokalny obowiązek szkolny przewidziano uzupełniający plan nauczania z zakresu języka polskiego i wiedzy o Polsce. Dla uczniów, którzy z uzasadnionych względów nie są w stanie realizować obowiązku szkolnego przewidziano ramowy plan nauczania.

Kształcenie na odległość w szkołach w Ośrodku Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą, obejmujące ramowy plan nauczania, mogą realizować uczniowie czasowo przebywający za granicą:

  • podróżujący, niemający stałego miejsca zamieszkania;
  • którym uwarunkowania życiowe/praca uniemożliwiają realizację obowiązku szkolnego/nauki w systemie lokalnym (np. sportowcy, artyści, itp.);
  • w kraju, w którym ze względu na okres trwania obowiązku szkolnego nie mogą kontynuować nauki szkolnej.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z dnia 27 sierpnia 2012 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół (Dz. U. z 2012, poz. 977 z późn. zm.) oraz rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 lutego 2017 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym, kształcenia ogólnego dla branżowej szkoły I stopnia, kształcenia ogólnego dla szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy oraz kształcenia ogólnego dla szkoły policealnej (Dz. U. z 2017, poz. 356) szkoły w Ośrodku Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą w Warszawie, realizują programy nauczania uwzględniające podstawę programową kształcenia ogólnego, określoną w ww. przepisach. Kształcenie w szkołach w ORPEG jest nieodpłatne

Warunkiem przyjęcia ucznia do Szkoły realizującej ramowy plan nauczania jest wypełnienie oraz przesłanie do ORPEG pełnej dokumentacji zgłoszeniowej, stanowiącej udokumentowanie pobytu za granicą oraz poświadczenie braku możliwości podjęcia nauki w szkole w kraju obecnego zamieszkania. Specyfikę sytuacji należy dokładnie opisać w podaniu kierowanym do dyrektora ORPEG, zawierającym prośbę o przyjęcie do Szkoły.

 

Termin składania dokumentów – do dnia 31 sierpnia 2017 r. Dokumenty należy składać osobiście lub listownie na adres ORPEG…. materiał pochodzi ze strony http://www.orpeg.pl/

Istnienie ORPEG to możliwość pracy poza granicami kraju i ciszenia się bycia z rodziną. Ośrodek jest bardzo potrzebny a uczenie się w nim jest satysfakcjonujące i daje też dzieciom radość kontaktu podczas lekcji z nauczycielami i rówieśnikami nawet na końcu świata.

 

Nasza córeczka Kalinka, czaka zawsze na następną lekcją. Jej radość i uśmiech to dla nas siła na wspólne pokonywani mórz i oceanów.

 

 

 

 

 

 

 

Zapraszamy do innych wiadomości i porad na stronie www.RealitySailing24.com

Autor Cap. Adam Jakubczak

 

Artykuł ukazał się w miesięczniku ŻAGLE

http://zagle.se.pl/wydarzenia/szkola-dla-dzieci-podroznikow-rekrutacja-w-toku,1_19412.html

 

Ogień w Chorwacji, już na granicy morza

Ogień w Chorwacji – na granicy morza

 

Pływamy z żoną po Morzu Adriatyckim od wielu lat a ogień nadal budzi mój niepokój i poczucie zagrożenia. Dlaczego przecież występuje to od lat systematycznie.

 

W Chorwacji ogień to żywioł nie budzący już takiej trwogi jak o tym mówimy w Polsce. Choć jego skutki są katastrofalne i pochłania on wspaniałą niepowtarzalną przyrodę to występują tak często że przestaje dziwić. Występuje niemalże obok, jak polskie wiosenne powodzie tylko że przez większość sezonu. Po prostu ogień tu jest częścią przyrody. Wszyscy są na niego gotowi. Wypracowano to po latach kataklizmów. To ogień odnawia miejscową florę i faunę, jest częścią przyrody.

Tylko w tym roku ugaszonych pożarów jest już ponad 215.

 

Wczoraj 26 lipca na kanale Sibenickm (droga morska prowadząca do znanych wodospadów Krka) ogień zajął wspaniałą górą mijaną od lat przez żeglarzy.

Przyglądałem się akcji z morza. To dziwne uczucie zobaczyć jak do dobrze mi znanego żywiołu wody dołącza ogień. Jak przez chwilę żyją obok siebie. Nie wiedziałem z ogniem nie da się współpracować i współistnieć jak na morzach i oceanach robię to  wodą. Po sztormie wszystko wraca do stanu poprzedniego po ogniu powrót pięknej natury zajmie lata.  Jednak w Chorwacji nikt z moich przyjaciół nie zareagował tak ostro na widok ognia koło własnych domów i pracy jak ja.

Jak podobni jesteśmy do Chorwatów choć też inni. Mamy inne lęki, wypracowane latami innych doświadczeń.

Akcja rozpoczęta po godzinie 17 zakończyła się przed zmierzchem.  W trzy godziny pożar obejmujący kilka kilometrów kwadratowych został profesjonalnie ugaszony. Ogień został powstrzymany kilkaset metrów przed miejscową kaplicą i osadami ludzi. Wszyscy byli pod wrażeniem szybkości i skuteczności akcji.  I tym razem ogień też nie zagroził drogom wodnym choć zbliżył się do nich aż niewiarygodnie. Mnie zdziwił spokój opanowanie i zaradność miejscowej ludności i służb. Akcja którą widziałem od początku do jej zakończenia przebiegła modelowo jak na szkoleniu. Podziwiam ludzi którzy zaakceptowali i żyją obok nie tylko wody ale i ognia !

Oby wszystkie akcje jak ta omijały domy, ludzi i podobnie szybko radzono sobie z ogniem.

Chorwacja była i nadal pozostaje najbezpieczniejszym europejskim akwenem dla żeglarzy. Jest profesjonalnie przygotowana do obsługi turystów oraz żeglarzy. Ogień to część przyrody, jest groźny ale też doskonale tu znany i doskonale są na niego przygotowani.

 

Czy zatem my sami możemy pomóc w zachowaniu tego wspaniałego miejsca dla Nas wszystkich. Oczywiście, zabierajmy ze sobą do Chorwacji zawsze zdrowy rozsądek. Zawsze miejmy w Chorwacji przy sobie telefon, bo najpierw trzeba powiadomić o ogniu i im wcześniej tym skutki jego będą mniejsze. Nigdy nie nocujmy w Chorwacji miejscach odosobnionych „na dziko” ogień porusza się z ogromną prędkością.  Cieszmy się Chorwacją i szanujmy ją na morzu i na lądzie.

Resztą zajmą się Chorwaci,

 

Autor Kapitan Adam Jakubczak

Artykuł ukazał się w portalu Medium Publiczne

Chorwację trawi ogień. Płomienie dotarły do granicy morza

Jesteśmy na pierwszej stronie Miesięcznika Żagle !

 

Dzięki Waszemu zainteresowaniu jesteśmy na pierwszej stronie Miesięcznika „Żagle”

Dziękujemy że jesteście z nami i oby Tak Dalej przyjaciele !

Reality Sailing 24 to projekt non-profit, ma na celu rozwój żeglarstwa

To właśnie dzięki aktywności i wsparciu nas się rozwija !

Zapraszamy do lektury artykułu

http://zagle.se.pl/morze/reality-sailing-24-pierwszy-taki-projekt-w-polsce,9_18934.html

Autor artykułu to Tomasz W. Michałowski

Artykuł w Miesięczniku Żagle. Reality Sailing 24: pierwszy taki projekt w Polsce!

Reality Sailing 24. Pierwszy taki projekt w Polsce.

 

Link do Artykułu w Miesięczniku Żagle

http://zagle.se.pl/morze/reality-sailing-24-pierwszy-taki-projekt-w-polsce,9_18934.html

Reality Sailing 24 to pierwszy taki projekt w Polsce. Jego celem jest stworzenie platformy, dzięki której przez 24h na dobę, każdy będzie mógł zaznać przygód na pokładzie jachtu ekspedycyjnego S/Y Sistrum.

Pomysłodawcami jest rodzina podróżników-żeglarzy, którzy kilkanaście lat temu, postanowili zmienić swoje życie i wyruszyli w świat.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że przeprowadzili się z centrum Polski właśnie na pokład kilkunastometrowego jachtu.

Dziś każdy może do nich pojechać i spędzić z nimi wspólnie wakacje, pływając np. w basenie Morza Śródziemnego. Inni odwiedzają ich szkoląc się pod okiem małżeństwa Edyty i Adama, kapitanów z wieloletnim starzem i tysiącami przebytych mil morskich.

Od lat opowiadają o swoich przygodach, w tym czasie jacht ekspedycyjny S/Y Sistrum, odwiedziło już tysiące osób.

We wspólnych rejsach uczestniczą wykwalifikowani żeglarze, którzy na pokładzie Sistrum zdobywali doświadczenie morskie i oceaniczne, ale także Ci którzy dopiero poznają przygodę, jaką jest odkrywanie świata spod żagli, nie tylko z lądu.

 

W ciągu kilku lat zdążyli się zaprzyjaźnić z osobami, które ich odwiedzają. Uczestnicy rejsów wspominają wspólną przygodę i doświadczenia. Sistrum okazało się miejscem spotkań wyjątkowych ludzi, którzy na otwartym morzu mogą się poznać i sprawdzić.

Właśnie kontakt z nimi, relacja i chęć jej pogłębiania, zainspirowały rodzinę podróżników do tego, aby stworzyć projekt Reality Sailing 24.

Dzięki specjalnie zaprojektowanej wirtualnej platformie, będzie można obserwować jacht nawet wtedy, gdy zejdzie się z jego pokładu. Przeżywanie przygód żeglarzy i uczestników rejsów stanie się nieograniczone, dostępne bez wychodzenia z domu. Innymi słowy, wszyscy Ci którzy już byli oraz Ci, którzy nie mogli bądź nie mogą pojawić się na Sistrum, zyskają możliwość otrzymywania transmisji obrazu, aktualnej pozycjijednostki, będą także mogli kontaktować się z żeglarzami.

Uczestnikami dotychczasowych rejsów były również osoby niepełnosprawne, które na pokładzie jachtu mogły nie tylko doświadczyć morskiej przygody, ale także odkrywać własną siłę, umiejętności i zainteresowania. To między innymi do nich, ich opiekunów i edukatorów, kierowany jest projekt Reality Sailing 24, dzięki któremu on-line będzie można przenieść się w miejsca, na codzień niedostępne. Celem projektu jest więc przybliżanie świata wszystkim tym, którzy z wielu powodów nie mają szczęścia przeżywać go bezpośrednio. Jest to możliwość uczestniczenia w podróży, która choć dostępna za pośrednictwem monitora, jest prawdziwa, nieprzewidywalna, i wyjątkowa.

Projekt Reality Sailing 24, ma także swój ważny walor edukacyjny i poznawczy. Stanie się to możliwe dzięki możliwości śledzenia kursu jachtu, obserwacji i zapisu przebytych mil morskich, odwiedzonych portów, ale także bezpośredniego kontaktu z żeglarzami, wymieniania opinii i doświadczeń. Na platformie będą dostępne filmy, zdjęcia i relacje żeglarzy.

Projekt rodziny małżeństwa kapitanów i ich córki, nie mógłby jednak powstać, gdyby nie wyjątkowi ludzie morza, którzy dzięki nowoczesnej technologii, stworzyli podstawę udostępnienia żeglarstwa on-line.Dzięki temu już dziś Sistrum i znaczniki jego lokalizacji, odwiedzane są przez dziesiątki tysięcy osób, w tym przyszłych podróżników. Reality Sailing 24 pozwoli jednak dużo aktywniej uczestniczyć w przygodach rodziny, która 11 miesięcy w roku spędza pływając po całym świecie.

 

Autor Tomasz W. Michałowski

 

Jacht S/Y SISTRUM – pełen serwis sezonowy zakończony

Jacht S/Y SISTRUM – pełen serwis jachtu wiosna 2017 zakończony

Nasz pobyt w Afryce to zawsze piękne wspaniałe wspomnienia. Warto zawsze Afrykę zwiedzać pamiętając o bezpieczeństwie.

Podczas naszych wypraw odwiedzamy wymagające wody i stacjonujemy w trudnych słabo przygotowanych portach Afryki. Dla bezpieczeństwa załóg i komfortu pływania dwa razy w roku robimy serwis jachtu w suchym doku.

Szczególnie zakończenie sezonu na oceanie, dwa miesiące w Afryce i Wyspy Kanaryjskie to wystarczający powód na wykonanie przeglądu silnika, układu napędowego, sterowego oraz olinowania. Słowem pełen serwis i diagnostyka.

Wybrzeże Oceanu pełne jest jednostek nie dość dobrze przygotowanych

Afryka i wody Oceanu Atlantydzkiego u jej wybrzeża są szczególnie niebezpieczne i zanieczyszczone.

Wiemy też że właściwie wszystkie porty całego basenu Morza Śródziemnego mogę być niebezpieczne w niekorzystnych warunkach. Wody i porty nawet dobrze nautyczne przygotowane mogę nas nieprzyjemnie zaskoczyć.

Wiemy przecież że żeglarstwo na otwartych wodach bywa zaskakujące i tak naprawdę nic to nie zmienia w żeglarstwie.

Prawdziwi żeglarze i podróżnicy przecież szukali, szukają i będą szukać pięknych wód i miejsc. Nie zawsze są one komfortowe. Jednak poznawanie wartościowego świata to też poznawanie siebie i miejsc takich jakie są.

Przyzywając podróże nie zawsze wiemy jakie zastaniemy warunki szczególnie w miejscach gdzie nocujemy i w środkach naszego transportu.

                                Burta po serwisie 2017

Dlatego żeglarstwo to poza cudownym sportem też wyjątkowa baza dla podróżników ! Na jachcie mamy ze sobą kilkanaście ton własnego bezpiecznego sprzętu i wyposażenia dającego nam komfort. Jego niezawodność to nie tylko przygoda ale też bezpieczeństwo i przyszłość.

Jacht jest naszym domem, podstawą transportu i bezpieczeństwa, jego niezawodność, nowoczesność oraz funkcjonalność to ciągła niekończąca się praca. I przyjemność unowocześniania !

Jako instruktorzy mamy dodatkowy obowiązek uczyć posługiwania się nie tylko narzędziami i sprzętem znanym od pokoleń ale też najnowszymi zdobyczami techniki. Wyposażenie bezpieczeństwa i urządzenia poprawiające niezależność jachtu powinny być zawsze unowocześniane i w doskonałym stanie.

Jacht po serwisie 2017

Komunikacja naziemna i satelitarna, indywidualne i grupowe środki ratunkowe, mapy też elektroniczne zawsze powinny być nowoczesne i systematycznie uzupełniane.

Dlatego też tylko w tym sezonie wszystkie nasze jednostki zostały wyposażone w nowe duże Plotery Raymarine na górnych pokładach, najnowsze elastyczne panele słoneczne i nowoczesne magnetyczne prądnice wiatrowe.

Cały jacht i wszystkie układy przeszły dokładny przegląd i serwis w suchym doku.

Wszystkie jednostki są wyposażone w komunikację satelitarną pozwalającą na komunikacje w niebezpieczeństwie ale też w bezpieczeństwie.

Dodatkowo burta naszego jachtu SISTRUM została doskonale wypolerowana.

Podwodzie zostało oczyszczone i pokryte 4 warstwami najnowszego czarnego antyfulingu firmy HENKEL.

Pokład po serwisie 2017

Sam pokład po kilku dniach ciężkiej pracy całego zespołu serwisowego został pokryty nowym Holenderskim Teakiem. Wielokrotnie odporniejszym od dotychczasowego pokrycia pokładu. Jacht znów ma podniesiony komfort, wytrzymałość.

Pod naszym dowództwem i dzięki wyjątkowym załogom dodatkowo jacht zyskuje duszę dając przygodę i bezpieczeństwo załogom na morzach i oceanach !

Serwis wiosna 2017 oraz projekt Reality Sailing 24

To jednak tylko początek przygotowań do realizacji wyjątkowego i pierwszego tego typu projektu w kraju. Reality Sailing 24.

Po jego zakończeniu projektu, też dzięki Wam jacht zostanie wyposażony w najnowsze urządzenia komunikacyjne, jednocześnie damy do nich Wam dostęp tworząc niepowtarzalną praformę edukacyjną i przygodową.

Załączony powyżej schemat instalacji na jachcie ma dwa kolory;

Niebieski elementy na schemacie;

Instalacje i unowocześnienia serwisu wiosna 2017 to najważniejsze instalacje znacząco podnoszące bezpieczeństwo jachtu.

Podczas serwisu został wymieniony pokład Teakowy a jacht został gruntownie odświeżony !

Czerwony elementy na schemacie;

Instalacje i unowocześnienia Projektu Reality Sailing 24 to wyjątkowe wyposażenie pozwalające wszystkich z domów z pracy i platformy własnych komputerów uczestniczyć przez 12 miesięcy i 24 godziny w naszym rejsie. Dzięki nowoczesnej platformie stworzymy doskonałe materiały edukacyjne i wyjątkową możliwość uczestniczenia w prawdziwej wyjątkowej przygodzie !

Patronat medialny projektu Reality Sialing 24 to; TVP2, Magazyn ŻAGLE i PODRÓŻE

Więcej opowie film promocyjny, zapraszamy też na stronę www.realitysailing24.com

P.S. Dziękuje Kapitanowi Krzysztofowi, Oficerowi Jarkowi, Żonie Edycie, córce Kalince i dziadkowi Marianowi oraz wszystkim uczestniczącym w serwisie.

Praca z Wami to byłą przyjemność a jacht dzięki Wam jest piękny i doskonale przygotowany ! Jesteście wyjątkowi !

Wielbłądy na ulicy w zachodniej Saharze

Wielbłądy na ulicy  w zachodniej Saharze

Na mapie miedzy Maroko a Saharą zachodnią była jeszcze granica

My czyli ja z mężem i nasz córka, przejechaliśmy przez nią w ogóle jej nie zauważając, były normalne posterunki jak w Maroko i nic po za tym. Oznaką tego że jesteśmy w innej części Afryki mogło być to że zrobiło się strasznie dużo piasku dokoła. Również na drodze ekspresowej ciągnąca się przez całe państwo, tak naprawdę to przez całe państwo ciągną się 2 drogi z północy na południe  i na tym koniec cała reszta to radosny przypadek  może uda ci się przejechać i trafić do celu a może nie  ze świeczką szukasz śladów samochodu na ziemi możesz poczuć się jak tropiący Indianin gdyż jeszcze przed chwilą wyraźne ślady opon nikną nagła i bez ostrzeżenia nikt poza miejscowymi nie potrafi samodzielnie dotrzeć  GPS i Google do niczego się nie przyda  sprawdziłam kiepsko dają radę


W każdym razie najlepszym źródłem informacji są policjanci na punktach kontrolnych rozstawionych na wjeździe do każdego miasta. Są też bardzo uczynni i przyjacielscy chętnie wszystko tłumaczą jeśli tylko znają choć trochę angielski. Najczęściej w ogóle nie rozumieją co się do nich mówi bo mówią tylko po francusku  więc z angielskiego i przyjacielskiej konwersacji nici  Za to bardzo są zadowoleni jak od naszego dziecka dostają garść cukierków  żegnają nas i witają kiedy tyko przejeżdżamy obok nich serdecznymi wymachiwaniem rąk  z daleka nas rozpoznając


W każdym razie na drodze są wydmy  poprzednim razem żeby je zobaczyć jechałam aż do Merzougi w Maroko .Teraz są wszędzie i nie trzeba ich specjalnie szukać same nas znajdują . Jedziemy drogą mijamy jedną wydmę później następną a później wydmy wchodzą na drogę  co powoduje konieczność sypkiego ich mijania jak niepostrzeżenie wyjdą z za zakrętu  nie wszystkim się udaje  spotkaliśmy dwa tiry którym się nie udało
Początkowo chciałam poszukać też dromaderów  w Zachodniej Saharze to też jest proste same nas znalazły wszędzie były znaki ostrzegające przed nimi. Wjechaliśmy na jej terytorium w środku nocy i nie bardzo było widać dlaczego. Dopiero w dzień można było zauważyć że jest to jak najbardziej realne zagrożenie. Podobnie jak łosie albo wieloryb, dromadery w nosie mają przepisy drogowe i prawo drogi
Jadąc przez pustynię zobaczyliśmy najpierw dromadery pasące się pod ogromną elektrownią wiatrową która była aż po horyzont, Zbudowana przez Maroko na terenie Zachodniej Sahary, przy tych ogromnych przestrzeniach i pięknych widokach wyglądała ona zupełnie irracjonalnie . Jechaliśmy mijając je i zachwycając się nimi z bliska oglądając całe stada dromaderów, z małymi. W pewnym Momocie naszą uwagę przykuła grupa wielbłądów drapiących się o słupy wysokiego napięcia.
Podjechaliśmy bliżej prąd przesyłany z elektrowni wiatrowej aż warczał groźnie  Im kompletnie to nie przeszkadzało  dalej spokojnie drapały się o słup z przyczepioną trupią czaszką


A później te same dromadery spowodowały zatrzymanie ruchu na jednej z dwóch dróg w państwie  Miałam wrażenie że specjalnie wyłażą na drogę jak tylko widzą nadjeżdżający samochód, może pragnęły zainteresowania  i po prostu były bardzo towarzyskie to jedyne wytłumaczenie jakie wtedy przyszło mi do głowy, przecież takie sympatyczne zwierzaki nie mogą być takie złośliwe Prawda ?
Spędziliśmy w Maroko i zachodniej Saharze 2 miesiące, był to czas zaskakujący i pełen przepięknych widoków, sympatycznych zwierząt i przyjacielskich ludzi i mnóstwa śmiesznych sytuacji  Zdecydowanie miałam za mało czasu żeby nacieszyć się tymi miejscami i z pewnością poświecę przynajmniej jeszcze raz tyle czasu na ponowne zwiedzanie tego kraju

Wyprawa z pokładu 2 i 3/4 – Atlas Wysoki i zimowe zdobycie Jabal Tubkal 4167 npm.

Wyprawa 2 i 3/4 – Atlas Wysoki i zimowe zdobycie Jabal Tubkal 4167 npm.

 

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – Szczyt Jabal Tubkal 4167 npm

Dzisiaj Zachodnia Afryka płacze. Sahara łapczywie czerpie wodę z deszczu a my marzniemy.

Ciepło tu jest tak ulotne jak woda.

To doskonały czas na refleksje i wspomnienia. Aż trudno uwierzyć jak wiele się wydarza podczas wypraw w Afryce.

 

Trzeci tydzień wyprawy

To już drugi tydzień od zakończenia maratonu w Marrakeszu i trzeci od naszego zimowego wejścia na najwyższy szczyt Atlasu Wysokiego (najwyższych gór Afryki północnej).

To dobry dzień, pełen deszczu, dobry na podzielenie się nadal żywymi wspomnieniami i doświadczeniem.

Ponieważ moje podróże przez Maroko trwają już od wielu lat, wiele miesięcy w roku, czuje że mogę sobie pozwolić na dzielenie się wskazówkami.

Nasze życie podróże to wyprawy z pokładu jachtu. Pływamy nim cały rok. Zimą w poszukiwaniu lata docieramy co roku do Afryki. W tym roku już od 6 tygodni prowadzimy wyprawę na Saharze.

 

Marrakesz – Komfortowy Riad Suliman, właścicielka to mieszkanka Maroka, przewodniczka, polka i podróżniczka Dagmara

Po pierwszych tygodniach spędzonych wśród bezdroży nad granicą z Algierią postanowiliśmy odpocząć w Marrakeszu.  Tu kilka przyjemnych komfortowych chwil spędziłyśmy w Riadzie Suliman.

W tym czasie nasz jacht dopłynął do Agadiru i cała załoga dołączyła do nas.

Żeglarze są wytrwałymi ludźmi z otwartymi sercami na przygody i poznawanie.  Dzięki temu wszystkie nasze wyprawy z pokładu jachtu cieszą się powodzeniem.  I tym razem cała załoga uczestniczyła w poznawaniu kultury Maroka i Berberów. Te dwa dni jakie zaplanowaliśmy w rejsie między Rabatem a Agadirem wystarczyły ośmino osobowej załodze na poznanie wszystkich cudów jednego z najpiękniejszych miast u podnóża gór Atlasu Wysokiego. Śniadania w klimatycznym komfortowym Riadzie oraz całe dni na ulicach tętniącego życiem miast i placu Jamaa El Fa.

 

W tym czasie ja z dwojgiem śmiałków z jachtu wyruszyliśmy na szczyt Jabal Tubkal.

Zachary i Kapitan Kuba. Zadziwiająco dużo pasji ekstremalnych wiąże ludzi morza i gór. Tym razem Zachariasza i Kubę wiążą ze mną góry, morze, a dodatkowo jeszcze skoki spadochronowe i sporty walki. Oboje okazali się dobrymi i wytrawnymi kompanami tej wyprawy. Miło wchodzić w górę z osobami otwartymi na przygodę. W marcu 2016 roku zdobyłem szczyt w podobnie dobrym towarzystwie. Choć teraz towarzyszył mi nie tylko kolega ale i przyjaciel Kuba.

Pewnie nie bylibyśmy sobą nie organizując tej wyprawy zimą. Temperatura podana na pozycję schronisk to -21 stopni.  Cóż ten szczyt Atlasu Wysokiego nie stanowi trudności wspinaczkowej. Droga do niego jest prosta a sama ścieżka łatwa do zgubienia. Choć jest to możliwe żeby i tu zabłądzić.

Po moim wiosennym zdobyciu szczytu w kilkadziesiąt godzin z pokładu jachtu, czyli z wysokości 0 nad poziomem morza, wydawało mi się że na szczyt należy do łatwych choć wyczerpujących. W dzień po naszym zejściu na szczycie były śmiertelne zaginięcia. My wykorzystaliśmy okno pogodowe, musieliśmy jeszcze zdążyć na jacht i dopłynąć do następnego portu Safi , realizując też plan wyprawy żeglarskiej.  Na nas wtedy czekał na pokładzie Kuba Jakubczyk, polski himalaista. Zdobywca Jabal Tubkal i większości szczytów korony ziemi. Szkoda że tej wyprawy nie odbyliśmy razem jednak wszyscy wiemy że w górach i na morzu króluje natura a my szukamy miejsca dla siebie w jej kaprysach. Oboje znając Tubkal nie mogliśmy później uwierzyć że tam mógł ktoś tak bez sensu zginąć.

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – baza Imlil

Byłem zdziwiony i przerażony. O zaginięciu całej grupy na szczycie, która martwa została odnaleziona kilka dni później, dowiedziałem się po kilku miesiącach. Straszni, nieprawdopodobne ale jednak prawdziwe.

Wtedy była wiosna, temperatury oscylowały wokół kilku stopni poniżej zera. Teraz mieliśmy trudniej. Cóż chyba nie wybrał bym się na Jabal Tubkal przed Listopadem i po marcu.

Od wiosny do później jesieni to uczęszczany szczyt. Od kilkudziesięciu do kilkuset osób codziennie zdobywa szczyt. To dla mnie za dużo. Od Listopada do marca szczyt zdobywa kilka osób, wszyscy przygotowani i wyjątkowy. Zdecydowanie bardziej odnajduje się na drodze, gdzie pojedyncze ślady i doświadczenie szlaku górskiego wskazują drogę. Inaczej jak co kilka minut kogoś mijam a w schroniskach nie ma gdzie usiąść. Tak spędziłem młodość w Tatrach i wiem o ile lepiej smakują góry gdzie ludzi jest mało w schroniskach prawie wszystkich poznajemy i nie jesteśmy bezosobowi. Oczywiście jak zawsze wybór pozostawiam Wam.

 

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – baza Imlil i wypożyczalnie

Podczas przygotowania do wejścia na szczyt zajrzeliśmy jeszcze do Decatlonu w Marrakeszu. Tam przy zaopatrzeniu porównywalnym z polskim uzupełniliśmy zapasy w rzeczy których nie warto było zabierać do samolotu z polski.

Mnie ze sprzętem było łatwiej. Na jachcie mam wszystko by z wielu portów po drodze zdobywać góry, jaskinie i inne piękne niepowtarzalne miejsca.. Od Czarnogórskich Gór Przeklętych, przez Góry Siera Nevada w Hiszpanii, przez wulkany wysp Eolskich oraz przez Góry Atlas i Teidę na Oceanie na Wyspach Szczęśliwych. Zatem po pierwszych zakupach sprzęt osobisty wynajęliśmy w Imlil. To miasto gdzie rozpoczyna się wyprawy w tą część Atlasu Wysokiego.  Z Marrakeszu to 80 km. Stamtąd też regularnie kursują busy do miasta Imlil. My wiemy że dotrzemy na miejsce późno i wyjedziemy następnego dnia w nocy. Zatem zabraliśmy samochód.  Nie jest potrzebny samochód terenowy, wystarczy najtańszy a koszt wynajęcia samochodu to od 25 do 35 euro za dzień.

W Ilmil poza sezonem wynajmiemy bez żadnego problemu buty, czekan, plecak, raki, czekan i kije trankingowe. Dwa dni to około 20 Euro za czekan raki i buty. Oczywiście tu też należy się targować. Przecież jesteśmy w Maroku. Koszt przewodnika to ok 50-60 euro. Przy pierwszym zimowy wejściu zalecam przewodnika. Znajdziecie osoby mówiące po angielski, francusku i hiszpańsku. Droga jest prosta jednak nie na pierwszy raz zimą. Prosta jak jest prosto i jesteście sprawni.  Ponad schroniskiem nie ma zasięgu żadna sieć komórkowa i pomoc nie nadejdzie na pewno drogą powietrzną. Dlatego wśród Was powinna być osoba która uratuje nie tylko siebie ale też Was jak będziecie tego potrzebować. Powinniście mieć też urządzenie do wezwania pomocy bez użycia telefonu. Są dziesiątki takich urządzeń satelitarnych.  Wybór należy do Was. Ale na pewno zapiszcie telefony do schronisk i do kilku hoteli w Imlil. Tam będą mówić po angielsku i Wam pomogą jak będziecie mieli zasięg. I najważniejsze powiadamiajcie gdzie idziecie i kiedy planujecie powrót. Schemat oczywisty ale ważny nie jak jest fajnie tylko jak coś się dzieję. Czyli oby nigdy !

Droga

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – pierwsze szczyty Atlasu Wysokiego

Droga do schronisk to 11 km. Wyszliśmy koło 18 zatem na miejscu byliśmy kilka godzin po zmierzchu.

Nie mogliśmy sobie darować kolacji w miejscowym domu. To ile płacimy za sytą dobrą kolację, około 4 euro za osobę, wystarczy rodzinie na tydzień życia bez lęku o ciepło i jedzenie. Życie w Atlasie nie rozpieszcza mieszkających tam Berberów. Są tam domy bez energii elektrycznej z sieci, większość nie ma kanalizacji i wiele nadal ma problem z wodą. Praca to tylko służby miejskie (czyli zatrudnienie dla kilkudziesięciu osób)  i i usługi. Czyli kilkudziesięciu turystów dziennie utrzymuje całe miasto przez większość zimy.

Ale pamiętajmy że mieszkańcy gór Atlas to w zdecydowanej większości to pogodni ludzie. Rodzina, dzieci, jedzenie i ciepło to podstawa ich szczęścia. Nie wszyscy potrzebują i oczekują życia podobnego do naszych. Oni czasem pytają z większym zainteresowaniem o szczegóły naszego życia niż my o ich. Podobnie jak ja nie marze o życiu na Hawajach oni są przywiązani do swoich tradycji i ziemi. Najlepsze co możemy im dać to pracę. Zatem więc zatrudniajmy ich wszędzie tam gdzie to jest możliwe. Ich praca daje im wystarczające utrzymania, a ceny za ich pracę są naprawdę niskie.  Dla przykładu o 19 o zmroku piliśmy przy nas wyciskany sok pomarańczowy. To była wysokość grubo ponad 2000 npm. za który płaciliśmy po 1 euro za szklankę. Na sok składało się 8 całych pomarańczy wyciskanych przy nas.  Cudowny smak i nasze przejęcie jak cieszył się sprzedawca z jeszcze ostatnich tego dniach klientów. Przed nami była para polaków, i po nas też była para polaków. Tych drugich mijaliśmy w drodze na szczyt. Nie pamiętam imion ale nasz zdziwienie pamiętam. Przywitali nas polskim „cześć” i wiedzieli że jesteśmy polakami. Zakładali się czy ktoś poza polakami może wchodzić nocą w Atlas Wysoki. Mieli rację, tego dni dogoniliśmy inną parę wspinaczy, też polaków 🙂

To byli Justyna i Kuba, później spędziliśmy z nimi wieczór i kawał drogi na szczyt następnego dnia.

 

Noclegi

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – widok z pod szczytu na Północny Zachód

Droga doliną z Imlil, jest długa i czas wolno biegnie szczególnie nocą. Po kilku godzinach byliśmy w schronisku. Wybraliśmy tym razem schronisko zarządzanie przez Francuzów Les Muflos. Drugie jest zarządzane przez Marokańczyków AzibTamsolut. Wybór nie jest prosty. W Marokańskim schronisku jest taniej latem jest tam więcej ludzi, a układ kuchni, jadalni i łazienek jest tradycyjny dla Maroka. Czyli jest ascetycznie. W schronisku Francuskim jest cieplej tylko w jadalniach. W pokojach my zastaliśmy minus 4 stopnie. Ku mojemu zaskoczeniu woda zostawiona przy łóżku rano była całkowicie zamarznięta. Jednak o tej porze roku spotkaliśmy wielu wspinaczy, w tym polaków z którymi następnego dnia planowaliśmy zdobyć szczyt. Pobyt w schronisku to 17 Euro, 5 euro kolacja i 3,5 euro za śniadanie. Przeliczam miejscową walutę na euro świadomie dając Wam relację do niskiej wartości sum wydawanych tak wysoko i to w zimie. W rzeczywistości możecie płacić też w miejscowych dirhamach. Zatem schronisko jest relatywnie tanie a atmosfera doskonala.

Pocieszę Was. W schronisku Francuskim mamy europejskie łazienki (choć temperatura jest zimą w nich minusowa), posiłki są syte i ciepłe podawane w pomieszczeniach z ciepłymi kominkami. Są miejsca gdzie wysuszymy i nagrzejemy ekwipunek. Sypialnie, jak to w schroniskach. Macie koce do woli, są ciepłe choć zakurzone, a pomieszczenia nie mają ogrzewania. Jednym słowem dobre warunki do aklimatyzacji. Zalecam zabranie małych śpiworów. Po pierwsze jako prześcieradeł w schronisku i na wszelki wypadek na podczas wyprawy.

My mieliśmy ze sobą też kartusze, maszynkę i własne jedzenie. Śniadanie i gorącą wodę na dzień następny przygotowaliśmy sami. Choć z kolacji po nocnej drodze skorzystaliśmy miejscowej.

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – droga i powrót ze szczytu to zapierające dech w piersiach niepowtarzalne widoki

Wybieraliśmy też tym razem szybki wariant wejścia, przepakowaliśmy jedzenie, wodę, apteczki i na wszelki wypadek maszynkę do jednego plecaka. Wyszliśmy znów dość późno, jednak wraz z parą poznanych polaków wyszliśmy jedyni na najwyższy szczyt.

Pierwszego dnia jak weszliśmy do schroniska obsługa wiedziała że jesteśmy polakami. To jak twierdzą jedyna narodowość, która po wejściu w nocy w tej temperaturze po prostu pyta o jedzenie nocleg i robi swoje. Zawsze wywołuje to uśmiech na mojej Twarzy jak na innych kontynentach z pośród dziesiątek krajów europejskich to my Polacy jesteśmy rozpoznawani jako doświadczeni, dobrzy i szaleni podróżnicy. Mają rację, następnego dnia zdjęciami udowadnialiśmy że weszliśmy. Od kilku dni tylko nieliczni Polacy zdobywali szczyt.

Znają nas i nikt już nie udowadnia że bez przewodników nie wejdziemy. Polacy zdobywają  zimą szczyt prawie z marszu. Tak było i tym razem. Cała nasz piątka zdobyła szczyt. Wszyscy po małych przygodach z trasą gdzie na długości 6 km na szczyt prześlijmy 10 km.zdobyliśmy szczyt.

Dumni wyczerpani i zmarznięci po południu byliśmy z powrotem w schronisku. Znów sami zrobiliśmy sobie ciepły posiłek i byliśmy gotowi do zejścia do Imlil do samochodu do Marrakeszu i dalej samochodem do Agadiru na jacht. Jacht i załoga następnego dnia wypłynęli na kilka kilkaset mil na otwarty Ocean. Dopłynęli bezpiecznie po kilku dniach na wyspę Lanzarotte.

Samo wejście to przepiękne panoramy, nam towarzyszyły tej zimy też chmury dając pięknie urozmaicone niebo. Niestety niespodziewanie w drodze na szczyt napotkaliśmy wiatr wzmagający się w szkwałach na szczycie do 60-70 km/h.  Znacznie obniżał odczuwalną temperaturę. I z łatwego podejścia zrobiło się naprawdę wyczerpująco. Samego podejścia i zdobywania szczytu jak zwykle nie opisuję dokładnie. To był i jest magiczny czas gdy każdy walczy z sobą i dla siebie. Takie opowieści można usłyszeć tylko osobiście.

 

 

Zimowe wejście na Jabal Tubkal w Afryce – Szczyt

W drodze na szczyt poznaliśmy siebie i górę.

 

Dziękuję żnie i córeczce że mam dla kogo walczyć oraz Kubie za świetne towarzystwo i oparcie w wyprawie oraz zdjęcia wykorzystane we wspomnieniach.

„Jachtem na Pustynię i do centrum Filmu przygodowego” > MAROKO

Krótka relacja z naszej wyprawy na Pustynię, w trakcie kilku miesięcznej podróży jachtem z Chorwacji na Wyspy Kanaryjskie

Pustynia, jadąc tam kojarzyła Mi się z wydmami i wielbłądami 🙂
I tak jest, są wielbłądy i wydmy i chce się pić 🙂 jak się po nich trochę pochodzi, nawet jeśli robimy to dla zabawy 🙂
Dodatkowo odkryłam coś czego absolutnie się nie spodziewałam, a pomógł mi w tym pewien zaprzyjaźniony Beduin 🙂
Miałam jechać na pustynię 🙂 choć teoretycznie mieszkałam już na niej ale chciałam zobaczyć jak to jest widzieć wydmy aż po horyzont z każdej strony 🙂 i jak okiem sięgnąć.
Dostałam ścisłe instrukcje –„Jedź tu a nie tu, ceny są takie a takie i nie daj się naciągać jak zwykły Japoński turysta z aparatem, który płaci za wszystko jak za zboże :). Przy okazji jak będziesz tam jechać zaraz za miastem jakieś 15 km są FOSILLES 🙂 tylko nie wchodź do sklepu jak turyści :)”
Zaczynam podejrzewać że TURYSTA to jakieś hasło i chyba nie znaczy nic dobrego 🙂

Ok. jadę więc za miasto 15 km widzę na górze piękny napis SKAMIENIAŁOŚCI czyli FOSSILES ułożony na górze z białych kamieni skręcamy więc z asfaltowej drogi, w coś co chyba jest drogą 🙂 po prostu jeździły tam wcześniej samochody bo widać ślady kół.
Czyli ktoś tam jechał więc już jest nie źle wjeżdżamy na górę jest tu jakaś chałupka nikogo do okoła i wszędzie piasek i kamienie.

Super i co ja mam sama teraz tu znaleźć 🙂
Tak naprawdę nie do końca byłam sama bo był ze mną mąż i córka i byli tak samo zdezorientowani jak ja.
Byliśmy za to gotowi na przygodę, a w Maroko jest o nią wyjątkowo łatwo. Usiadłam na kupie kamieni 🙂 popatrzyłam pod nogi na kamień który mi przeszkadzał I AŻ MNIE ZATKAŁO 🙂 schyliłam się niżej a na kamieniu odciśnięta łodyga roślinki. Pierwsza myśl, to pewnie jakaś ŚCIEMA 🙂
Patrzę na następny a tam 3 muszelki ślimaka, przyglądam się następnym i okazuje się że tu nie ma ani jednego kamienia bez skamieniałości 🙂
Mohamed miał racje :)!!! Wystarczy że tu przyjechałam i sama znalazłam, piękną Gablotę Muzealną.
Pamiętam jak chodziłam z Rodzicami do Muzeum i patrzyłam na te fascynujące eksponaty ale nie wolno Mi było ich dotykać !

A tu, stoję na jednej wielkiej gablocie! Nie mogłam uwierzyć że to prawda że naprawdę tu tyle tego jest, ale przecież jest 🙂 Miejscowi po prostu wydobywają i sprzedają Turystą bardziej imponujące Eksponaty, ale każdy może pobawić się w Archeologa 🙂
Ciężko w to wszystko uwierzyć jeszcze kilko dni temu mieszkałam na jachcie zbierałam muszelki na plaży na której było ich tyle że nie chodziliśmy po piasku tylko po muszelkach a teraz jestem na Pustyni i nie chodzę po wydmach tylko po eksponatach muzealnych 🙂

Coś deficyt piasku mają w tej Afryce 🙂
W każdym razie super uczucie zbierać i odkrywać skamienielinę, za skamienieliną 🙂 Suprę uczucie już wiem co to „Gorączka Złota”- może następna będzie większa i na pewno inna i bardziej pociągająca.
Tak minęły nam 4 godziny, efekt kilkanaście kilo kamieni w bagażniku i ogromna satysfakcja.
Później zachód słońca i wydmy i wielbłądy super romantycznie i bajecznie jak z filmu przygodowego „Sahara”. Ale porównanie do tego filmu było by nie na miejscu bardziej pasował by tu Film „Indiana Jones”.
Wracając do hotelu nie spodziewałam się następnych przygód a tu przed nami wyrosła Góra na środku pustkowia z piękną bramą, żywcem z któregoś z odcinków \\\”Indiany Jones\\\” , skręcamy z głównej drogi i jedziemy 10 min bezdrożami. Wjeżdżamy do centrum bajkowej góry, wszystko jest tu nie wyobrażalnie wielkie zaskakujące i filmowe.
I znowu dobrze znane uczucie z przed kilku godzin czy to nie LIPA 🙂 Wygląda na to że to nie makieta filmowa 🙂

Co jest w tej Pustyni, że jest kompletnie nie taka jakiej się spodziewamy i w tym Maroko że nas tak zaskakuje, to czego się spodziewamy jest.
I jest fajnie że nas nie rozczarowuje ale to czego się nie spodziewamy jest o wiele lepsze. Daje uczucie nawet nie wiem jakie 🙂 trudno je opisać jest takie wzruszające i obezwładniające jest wielką przygodą 🙂

Najnowsze komentarze
    Najnowsze