Szkoła dla dzieci podróżników – rekrutacja w toku

Szkoła dla dzieci podróżników – rekrutacja w toku

 

Praca i życie w podróży. To marzenie która da się zrealizować tylko nielicznym.

Rodzina żeglarzy i podróżników, Kapitanowie Adama i Edyty Jakubczak, od lat żeglują i podróżują wraz z dorastającą córką Kalinką. Pływają po morzach i oceanach przez 11 miesięcy w roku. Pokonali wiele trudności dla życia w podróży. Teraz dzielą sie z nami doświadczeniem podczas realizacji nowego projektu Reality Sailing 24.

Projekt www.RealitySailing24.com ma przybliżyć innym prawdziwe życie żeglarzy i podróżników. Nauczyć też innych jak pokonać skutecznie trudności życia w podróży i dla podróży.

Szczególne życie z domem poza granicami kraju, na pokładzie jachtu lub w ciągłej drodze to nie tylko poznawanie nowych kultur środowisk, krajów i kontynentów. Nie da się przecenić wartości poznawczej takiego życia, to wspaniałą nauka nie dająca się z niczym porównać, szczególnie dla dzieci. Życie z dala od kraju to jednak też trudność spełnienia obowiązków formalnych spoczywających na rodzicach. Dzieci polskie są zobowiązane do realizacji obowiązku szkolnego do 18 roku życia. Do tej pory rodzice musieli pogodzić się z całkowitym przejęciem edukacji (bardzo dużą odpowiedzialnością) lub rozłąką z dziećmi. Dla wielu to byłą granica odpowiedzialności rodzica nie do przekroczenia.

Córeczka żeglarzy Adama i Edyty uczy się w ośrodku ORPEG, pozwalającej na realizację obowiązku szkolnego na odległość, to szkoła dla dzieci przebywających czasowo poza terenem kraju.

Za pomocą strony on-line Kalinka uczestniczy w zającach. Wszystkie zajęcia dodatkowo są dla niej dostępne of-line jeśli w danej lekcji nie mogła uczestniczyć. Co miesiąc każdy przedmiot podsumowuje jej samodzielna praca pisemna (test) podsumowujący przerobiony materiał. Co roku każdy przedmiot kończy się egzaminem w szkole ORPEG w Warszawie, w uzgodniony wcześniej terminie.  Dziewczynka podczas lekcji ma kontakt z nauczycielami którzy śledzą jej postępy i też kontaktują się z rodzicami.

….Ośrodek Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą istnieje od wielu lat (ORPEG). Koordynuje zadania związane z organizacją kształcenia dzieci obywateli polskich czasowo przebywających za granicą.

Zgodnie z § 4 >> rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 31 sierpnia 2010 r. w sprawie organizacji kształcenia dzieci obywateli polskich czasowo przebywających za granicą (Dz. U. z 2014 r. poz. 454.), dzieci obywateli polskich czasowo przebywających za granicą mogą spełniać obowiązek szkolny i obowiązek nauki przez:

  • uczęszczanie do szkoły działającej w systemie oświaty innego kraju;
  • uczęszczanie do szkoły europejskiej działającej na podstawie Konwencji o Statucie Szkół Europejskich;
  • uczestniczenie w kształceniu na odległość, prowadzonym przez szkoły im. Komisji Edukacji Narodowej w Ośrodku Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą w Warszawie, obejmującym realizację ramowego planu nauczania.

Dla uczniów spełniających lokalny obowiązek szkolny przewidziano uzupełniający plan nauczania z zakresu języka polskiego i wiedzy o Polsce. Dla uczniów, którzy z uzasadnionych względów nie są w stanie realizować obowiązku szkolnego przewidziano ramowy plan nauczania.

Kształcenie na odległość w szkołach w Ośrodku Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą, obejmujące ramowy plan nauczania, mogą realizować uczniowie czasowo przebywający za granicą:

  • podróżujący, niemający stałego miejsca zamieszkania;
  • którym uwarunkowania życiowe/praca uniemożliwiają realizację obowiązku szkolnego/nauki w systemie lokalnym (np. sportowcy, artyści, itp.);
  • w kraju, w którym ze względu na okres trwania obowiązku szkolnego nie mogą kontynuować nauki szkolnej.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z dnia 27 sierpnia 2012 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół (Dz. U. z 2012, poz. 977 z późn. zm.) oraz rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 lutego 2017 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym, kształcenia ogólnego dla branżowej szkoły I stopnia, kształcenia ogólnego dla szkoły specjalnej przysposabiającej do pracy oraz kształcenia ogólnego dla szkoły policealnej (Dz. U. z 2017, poz. 356) szkoły w Ośrodku Rozwoju Polskiej Edukacji za Granicą w Warszawie, realizują programy nauczania uwzględniające podstawę programową kształcenia ogólnego, określoną w ww. przepisach. Kształcenie w szkołach w ORPEG jest nieodpłatne

Warunkiem przyjęcia ucznia do Szkoły realizującej ramowy plan nauczania jest wypełnienie oraz przesłanie do ORPEG pełnej dokumentacji zgłoszeniowej, stanowiącej udokumentowanie pobytu za granicą oraz poświadczenie braku możliwości podjęcia nauki w szkole w kraju obecnego zamieszkania. Specyfikę sytuacji należy dokładnie opisać w podaniu kierowanym do dyrektora ORPEG, zawierającym prośbę o przyjęcie do Szkoły.

 

Termin składania dokumentów – do dnia 31 sierpnia 2017 r. Dokumenty należy składać osobiście lub listownie na adres ORPEG…. materiał pochodzi ze strony http://www.orpeg.pl/

Istnienie ORPEG to możliwość pracy poza granicami kraju i ciszenia się bycia z rodziną. Ośrodek jest bardzo potrzebny a uczenie się w nim jest satysfakcjonujące i daje też dzieciom radość kontaktu podczas lekcji z nauczycielami i rówieśnikami nawet na końcu świata.

 

Nasza córeczka Kalinka, czaka zawsze na następną lekcją. Jej radość i uśmiech to dla nas siła na wspólne pokonywani mórz i oceanów.

 

 

 

 

 

 

 

Zapraszamy do innych wiadomości i porad na stronie www.RealitySailing24.com

Autor Cap. Adam Jakubczak

 

Artykuł ukazał się w miesięczniku ŻAGLE

http://zagle.se.pl/wydarzenia/szkola-dla-dzieci-podroznikow-rekrutacja-w-toku,1_19412.html

 

Ogień w Chorwacji, już na granicy morza

Ogień w Chorwacji – na granicy morza

 

Pływamy z żoną po Morzu Adriatyckim od wielu lat a ogień nadal budzi mój niepokój i poczucie zagrożenia. Dlaczego przecież występuje to od lat systematycznie.

 

W Chorwacji ogień to żywioł nie budzący już takiej trwogi jak o tym mówimy w Polsce. Choć jego skutki są katastrofalne i pochłania on wspaniałą niepowtarzalną przyrodę to występują tak często że przestaje dziwić. Występuje niemalże obok, jak polskie wiosenne powodzie tylko że przez większość sezonu. Po prostu ogień tu jest częścią przyrody. Wszyscy są na niego gotowi. Wypracowano to po latach kataklizmów. To ogień odnawia miejscową florę i faunę, jest częścią przyrody.

Tylko w tym roku ugaszonych pożarów jest już ponad 215.

 

Wczoraj 26 lipca na kanale Sibenickm (droga morska prowadząca do znanych wodospadów Krka) ogień zajął wspaniałą górą mijaną od lat przez żeglarzy.

Przyglądałem się akcji z morza. To dziwne uczucie zobaczyć jak do dobrze mi znanego żywiołu wody dołącza ogień. Jak przez chwilę żyją obok siebie. Nie wiedziałem z ogniem nie da się współpracować i współistnieć jak na morzach i oceanach robię to  wodą. Po sztormie wszystko wraca do stanu poprzedniego po ogniu powrót pięknej natury zajmie lata.  Jednak w Chorwacji nikt z moich przyjaciół nie zareagował tak ostro na widok ognia koło własnych domów i pracy jak ja.

Jak podobni jesteśmy do Chorwatów choć też inni. Mamy inne lęki, wypracowane latami innych doświadczeń.

Akcja rozpoczęta po godzinie 17 zakończyła się przed zmierzchem.  W trzy godziny pożar obejmujący kilka kilometrów kwadratowych został profesjonalnie ugaszony. Ogień został powstrzymany kilkaset metrów przed miejscową kaplicą i osadami ludzi. Wszyscy byli pod wrażeniem szybkości i skuteczności akcji.  I tym razem ogień też nie zagroził drogom wodnym choć zbliżył się do nich aż niewiarygodnie. Mnie zdziwił spokój opanowanie i zaradność miejscowej ludności i służb. Akcja którą widziałem od początku do jej zakończenia przebiegła modelowo jak na szkoleniu. Podziwiam ludzi którzy zaakceptowali i żyją obok nie tylko wody ale i ognia !

Oby wszystkie akcje jak ta omijały domy, ludzi i podobnie szybko radzono sobie z ogniem.

Chorwacja była i nadal pozostaje najbezpieczniejszym europejskim akwenem dla żeglarzy. Jest profesjonalnie przygotowana do obsługi turystów oraz żeglarzy. Ogień to część przyrody, jest groźny ale też doskonale tu znany i doskonale są na niego przygotowani.

 

Czy zatem my sami możemy pomóc w zachowaniu tego wspaniałego miejsca dla Nas wszystkich. Oczywiście, zabierajmy ze sobą do Chorwacji zawsze zdrowy rozsądek. Zawsze miejmy w Chorwacji przy sobie telefon, bo najpierw trzeba powiadomić o ogniu i im wcześniej tym skutki jego będą mniejsze. Nigdy nie nocujmy w Chorwacji miejscach odosobnionych „na dziko” ogień porusza się z ogromną prędkością.  Cieszmy się Chorwacją i szanujmy ją na morzu i na lądzie.

Resztą zajmą się Chorwaci,

 

Autor Kapitan Adam Jakubczak

Artykuł ukazał się w portalu Medium Publiczne

Chorwację trawi ogień. Płomienie dotarły do granicy morza

Jacht S/Y SISTRUM – pełen serwis sezonowy zakończony

Jacht S/Y SISTRUM – pełen serwis jachtu wiosna 2017 zakończony

Nasz pobyt w Afryce to zawsze piękne wspaniałe wspomnienia. Warto zawsze Afrykę zwiedzać pamiętając o bezpieczeństwie.

Podczas naszych wypraw odwiedzamy wymagające wody i stacjonujemy w trudnych słabo przygotowanych portach Afryki. Dla bezpieczeństwa załóg i komfortu pływania dwa razy w roku robimy serwis jachtu w suchym doku.

Szczególnie zakończenie sezonu na oceanie, dwa miesiące w Afryce i Wyspy Kanaryjskie to wystarczający powód na wykonanie przeglądu silnika, układu napędowego, sterowego oraz olinowania. Słowem pełen serwis i diagnostyka.

Wybrzeże Oceanu pełne jest jednostek nie dość dobrze przygotowanych

Afryka i wody Oceanu Atlantydzkiego u jej wybrzeża są szczególnie niebezpieczne i zanieczyszczone.

Wiemy też że właściwie wszystkie porty całego basenu Morza Śródziemnego mogę być niebezpieczne w niekorzystnych warunkach. Wody i porty nawet dobrze nautyczne przygotowane mogę nas nieprzyjemnie zaskoczyć.

Wiemy przecież że żeglarstwo na otwartych wodach bywa zaskakujące i tak naprawdę nic to nie zmienia w żeglarstwie.

Prawdziwi żeglarze i podróżnicy przecież szukali, szukają i będą szukać pięknych wód i miejsc. Nie zawsze są one komfortowe. Jednak poznawanie wartościowego świata to też poznawanie siebie i miejsc takich jakie są.

Przyzywając podróże nie zawsze wiemy jakie zastaniemy warunki szczególnie w miejscach gdzie nocujemy i w środkach naszego transportu.

                                Burta po serwisie 2017

Dlatego żeglarstwo to poza cudownym sportem też wyjątkowa baza dla podróżników ! Na jachcie mamy ze sobą kilkanaście ton własnego bezpiecznego sprzętu i wyposażenia dającego nam komfort. Jego niezawodność to nie tylko przygoda ale też bezpieczeństwo i przyszłość.

Jacht jest naszym domem, podstawą transportu i bezpieczeństwa, jego niezawodność, nowoczesność oraz funkcjonalność to ciągła niekończąca się praca. I przyjemność unowocześniania !

Jako instruktorzy mamy dodatkowy obowiązek uczyć posługiwania się nie tylko narzędziami i sprzętem znanym od pokoleń ale też najnowszymi zdobyczami techniki. Wyposażenie bezpieczeństwa i urządzenia poprawiające niezależność jachtu powinny być zawsze unowocześniane i w doskonałym stanie.

Jacht po serwisie 2017

Komunikacja naziemna i satelitarna, indywidualne i grupowe środki ratunkowe, mapy też elektroniczne zawsze powinny być nowoczesne i systematycznie uzupełniane.

Dlatego też tylko w tym sezonie wszystkie nasze jednostki zostały wyposażone w nowe duże Plotery Raymarine na górnych pokładach, najnowsze elastyczne panele słoneczne i nowoczesne magnetyczne prądnice wiatrowe.

Cały jacht i wszystkie układy przeszły dokładny przegląd i serwis w suchym doku.

Wszystkie jednostki są wyposażone w komunikację satelitarną pozwalającą na komunikacje w niebezpieczeństwie ale też w bezpieczeństwie.

Dodatkowo burta naszego jachtu SISTRUM została doskonale wypolerowana.

Podwodzie zostało oczyszczone i pokryte 4 warstwami najnowszego czarnego antyfulingu firmy HENKEL.

Pokład po serwisie 2017

Sam pokład po kilku dniach ciężkiej pracy całego zespołu serwisowego został pokryty nowym Holenderskim Teakiem. Wielokrotnie odporniejszym od dotychczasowego pokrycia pokładu. Jacht znów ma podniesiony komfort, wytrzymałość.

Pod naszym dowództwem i dzięki wyjątkowym załogom dodatkowo jacht zyskuje duszę dając przygodę i bezpieczeństwo załogom na morzach i oceanach !

Serwis wiosna 2017 oraz projekt Reality Sailing 24

To jednak tylko początek przygotowań do realizacji wyjątkowego i pierwszego tego typu projektu w kraju. Reality Sailing 24.

Po jego zakończeniu projektu, też dzięki Wam jacht zostanie wyposażony w najnowsze urządzenia komunikacyjne, jednocześnie damy do nich Wam dostęp tworząc niepowtarzalną praformę edukacyjną i przygodową.

Załączony powyżej schemat instalacji na jachcie ma dwa kolory;

Niebieski elementy na schemacie;

Instalacje i unowocześnienia serwisu wiosna 2017 to najważniejsze instalacje znacząco podnoszące bezpieczeństwo jachtu.

Podczas serwisu został wymieniony pokład Teakowy a jacht został gruntownie odświeżony !

Czerwony elementy na schemacie;

Instalacje i unowocześnienia Projektu Reality Sailing 24 to wyjątkowe wyposażenie pozwalające wszystkich z domów z pracy i platformy własnych komputerów uczestniczyć przez 12 miesięcy i 24 godziny w naszym rejsie. Dzięki nowoczesnej platformie stworzymy doskonałe materiały edukacyjne i wyjątkową możliwość uczestniczenia w prawdziwej wyjątkowej przygodzie !

Patronat medialny projektu Reality Sialing 24 to; TVP2, Magazyn ŻAGLE i PODRÓŻE

Więcej opowie film promocyjny, zapraszamy też na stronę www.realitysailing24.com

P.S. Dziękuje Kapitanowi Krzysztofowi, Oficerowi Jarkowi, Żonie Edycie, córce Kalince i dziadkowi Marianowi oraz wszystkim uczestniczącym w serwisie.

Praca z Wami to byłą przyjemność a jacht dzięki Wam jest piękny i doskonale przygotowany ! Jesteście wyjątkowi !

„Jachtem na Pustynię i do centrum Filmu przygodowego” > MAROKO

Krótka relacja z naszej wyprawy na Pustynię, w trakcie kilku miesięcznej podróży jachtem z Chorwacji na Wyspy Kanaryjskie

Pustynia, jadąc tam kojarzyła Mi się z wydmami i wielbłądami 🙂
I tak jest, są wielbłądy i wydmy i chce się pić 🙂 jak się po nich trochę pochodzi, nawet jeśli robimy to dla zabawy 🙂
Dodatkowo odkryłam coś czego absolutnie się nie spodziewałam, a pomógł mi w tym pewien zaprzyjaźniony Beduin 🙂
Miałam jechać na pustynię 🙂 choć teoretycznie mieszkałam już na niej ale chciałam zobaczyć jak to jest widzieć wydmy aż po horyzont z każdej strony 🙂 i jak okiem sięgnąć.
Dostałam ścisłe instrukcje –„Jedź tu a nie tu, ceny są takie a takie i nie daj się naciągać jak zwykły Japoński turysta z aparatem, który płaci za wszystko jak za zboże :). Przy okazji jak będziesz tam jechać zaraz za miastem jakieś 15 km są FOSILLES 🙂 tylko nie wchodź do sklepu jak turyści :)”
Zaczynam podejrzewać że TURYSTA to jakieś hasło i chyba nie znaczy nic dobrego 🙂

Ok. jadę więc za miasto 15 km widzę na górze piękny napis SKAMIENIAŁOŚCI czyli FOSSILES ułożony na górze z białych kamieni skręcamy więc z asfaltowej drogi, w coś co chyba jest drogą 🙂 po prostu jeździły tam wcześniej samochody bo widać ślady kół.
Czyli ktoś tam jechał więc już jest nie źle wjeżdżamy na górę jest tu jakaś chałupka nikogo do okoła i wszędzie piasek i kamienie.

Super i co ja mam sama teraz tu znaleźć 🙂
Tak naprawdę nie do końca byłam sama bo był ze mną mąż i córka i byli tak samo zdezorientowani jak ja.
Byliśmy za to gotowi na przygodę, a w Maroko jest o nią wyjątkowo łatwo. Usiadłam na kupie kamieni 🙂 popatrzyłam pod nogi na kamień który mi przeszkadzał I AŻ MNIE ZATKAŁO 🙂 schyliłam się niżej a na kamieniu odciśnięta łodyga roślinki. Pierwsza myśl, to pewnie jakaś ŚCIEMA 🙂
Patrzę na następny a tam 3 muszelki ślimaka, przyglądam się następnym i okazuje się że tu nie ma ani jednego kamienia bez skamieniałości 🙂
Mohamed miał racje :)!!! Wystarczy że tu przyjechałam i sama znalazłam, piękną Gablotę Muzealną.
Pamiętam jak chodziłam z Rodzicami do Muzeum i patrzyłam na te fascynujące eksponaty ale nie wolno Mi było ich dotykać !

A tu, stoję na jednej wielkiej gablocie! Nie mogłam uwierzyć że to prawda że naprawdę tu tyle tego jest, ale przecież jest 🙂 Miejscowi po prostu wydobywają i sprzedają Turystą bardziej imponujące Eksponaty, ale każdy może pobawić się w Archeologa 🙂
Ciężko w to wszystko uwierzyć jeszcze kilko dni temu mieszkałam na jachcie zbierałam muszelki na plaży na której było ich tyle że nie chodziliśmy po piasku tylko po muszelkach a teraz jestem na Pustyni i nie chodzę po wydmach tylko po eksponatach muzealnych 🙂

Coś deficyt piasku mają w tej Afryce 🙂
W każdym razie super uczucie zbierać i odkrywać skamienielinę, za skamienieliną 🙂 Suprę uczucie już wiem co to „Gorączka Złota”- może następna będzie większa i na pewno inna i bardziej pociągająca.
Tak minęły nam 4 godziny, efekt kilkanaście kilo kamieni w bagażniku i ogromna satysfakcja.
Później zachód słońca i wydmy i wielbłądy super romantycznie i bajecznie jak z filmu przygodowego „Sahara”. Ale porównanie do tego filmu było by nie na miejscu bardziej pasował by tu Film „Indiana Jones”.
Wracając do hotelu nie spodziewałam się następnych przygód a tu przed nami wyrosła Góra na środku pustkowia z piękną bramą, żywcem z któregoś z odcinków \\\”Indiany Jones\\\” , skręcamy z głównej drogi i jedziemy 10 min bezdrożami. Wjeżdżamy do centrum bajkowej góry, wszystko jest tu nie wyobrażalnie wielkie zaskakujące i filmowe.
I znowu dobrze znane uczucie z przed kilku godzin czy to nie LIPA 🙂 Wygląda na to że to nie makieta filmowa 🙂

Co jest w tej Pustyni, że jest kompletnie nie taka jakiej się spodziewamy i w tym Maroko że nas tak zaskakuje, to czego się spodziewamy jest.
I jest fajnie że nas nie rozczarowuje ale to czego się nie spodziewamy jest o wiele lepsze. Daje uczucie nawet nie wiem jakie 🙂 trudno je opisać jest takie wzruszające i obezwładniające jest wielką przygodą 🙂

Wyprawa z pokładu 2 i 3/4 – Bezdrożami w poszukiwaniu Maroka

Wyprawa 2 i 3/4 – Bezdrożami w poszukiwaniu Maroka      

Tanger z pokładu jachtu w basenie portowym

Tanger z pokładu jachtu w basenie portowym – styczeń 2017

         

Słupy Heraklesa

 

Logistyka wyprawy to fascynujące zadanie. To jeden z elementów podróży i wypraw która dają mi ogromną satysfakcję. Jest 20 stycznia i pracuję rano w Riadzie Suliman w Marakeszu.

 

Mamy za sobą 5 tys km drogami Maroka i dziesiątki przygód oraz cudownych wspomnień. Nawiasem mówiąc tan Riad jest oazą na pustyni. Dagmara jego właścicielka jest jak książkowy przewodnik ze starych opowiadań. Wzbudza zaufanie i nigdy go nie nadużywa. Ale do tego wrócę.

 

Maroko to północna zachodnia brama Afryki. Jej brzegi i największe miasta już są prawie europejskie ale bezdroża nadal dzikie, piękne i pełne zagadek wartych poszukiwania.

Dlatego też wyprawa do Maroka była jednym z planów przyszłości, który doczekał się właśnie realizacji. Od lat prowadzimy wyprawy z pokładu jachtu, namawiamy żeglarzy do podróży i poszukiwania zapomnianych miejsc, ludzi i legend. Ale rzadko mogliśmy na więcej niż kilka dni opuścić pokład naszych jednostek.

Pięć tygodni temu, na początku grudnia okazało się że nasz zespół wyprawowy musi pilnie zmienić i przyspieszyć prace nad wyprawą do Maroka. Jesteśmy tu systematycznie tu od wielu lat, ale podróż do korzeni Maroka musiała poczekać na dokończenie ważnych przygotowań formalnych i logistycznych.

Nasz zespół to 2 i 3/4 czyli Ja, moja Żona Edyta i 11 letnia córeczka Kalinka. W tej wyprawie już występująca jako 3/4. Razem z nią doszliśmy do wniosku że nie jest już malutka a jest średniakiem i w pełni się angażuje w nasze życie i podróże. Uczy się w szkole pozwalającej na pracę na odległość i razem z nami żyje i podróżuje. Zatem dopiero od zeszłego roku cały nasz zespół został przygotowany formalnie do wypraw trwających czasem nawet kilka miesięcy.  W przypadku naszych formalnych przygotowań było chyba nawet trudniej niż u córki. Nasza praca zawodowa to podróże morskie oraz szkolenia sterników i kapitanów. Tym razem musieliśmy być blisko naszego jachtu ale dzięki naszym doskonałym sternikom już bezpiecznie możemy opuszczać jego pokład nawet na kilka tygodni.

Tu ukłony dla  sterników. Są odważni i odpowiedzialni. To mieszanka tak rzadko spotykana u podróżników że jestem dumny znając ich i widząc jak doskonale radzą sobie i rozwijają swoje umiejętności. Praca z nimi to przyjemność.

 

Zatem nasz jacht płynie wybrzeżem zachodniej Afryki od 3 tygodni. Podczas pierwszego z nich sam go prowadziłem teraz stery  przejął mój przyjaciel i doskonały sternik. My w Tangerze zeszliśmy z pokładu rozpoczynając wyprawę bezdrożami Maroka. Śledzimy i prowadzimy z brzegu logistykę jachtu z brzegu. Każda nowo poznana osoba i zwyczaj poprawia też bezpieczeństwo i przygotowania naszej podróży morskiej dla żeglarzy pływających z nami.

 

Gibraltar - widok z pokładu jachtu styczeń 2017

Gibraltar – widok z pokładu jachtu styczeń 2017

Gibraltar czyli brama na Ocean to też ostatni bastion cywilizacji starożytnych. To też początek każdej  podróży za ocean. Za nim rozciągał się ląd dziki nieznany pełen niebezpieczeństw i potworów. My jako kapitanowie przekraczamy go systematycznie, czasem zapominając że mijamy bramę świata starożytnych cywilizacji.

Cieśnina to nie tylko trudny przesmyk morski i miejsce kontaktu dwóch kontynentów. Tylko my przeżyliśmy tam sporo przygód, a o jeszcze większych słyszeliśmy. Jest teraz doskonale opisany i kontrolowany, a nadal wielu kapitanów tam zawodzi i jachty i statki gęsto ścielą jego dno. W grudniu 2016 roku zatoną na Gibratarze następny jacht. Do niedawna cieśnina była jednak bardzo zdradliwa i nie do ogarnięcia, jeśli chodzi o pływy, prądy i lud zamieszkujący jego ziemię.

 

Dzisiaj przepłynięcie z La Linia (La Line de La Conception) i Gibraltaru jest możliwe tyko do Ceuty. Można to zrobić bezpiecznym promem, kursuje do 6 stopni boforta. Czyli jakieś 7/8 czasu w miesiącach zimowych.

Prom kosztuje kilkadziesiąt euro a przewiezienie samochodu to dodatkowe 120 do 150 euro. Ceuta to nadal terytorium Hiszpanii z którego do Maroka prowadzą dwa przejścia w osławionym płocie granicznym. Do Polski ta informacja w ogóle nie dotarła ale Afrykanie w grudniu znów przerwali granicę z Ceutą i prawie 200 osób próbowało przedostać się do Europy. Nowego świata i kontynentu marzeń i możliwości.  Wielu się udało ale schwytani zostali deportowani do centralnej Afryki.

 

Tanger Med - widok z cieśniny Gibraltarskiej

Tanger Med – widok z cieśniny Gibraltarskiej

My jak zawsze przepłynęliśmy przesmyk swoim jachtem, tym razem 2 stycznia. Samo miasto Ceuta często rozczarowuje tych którzy spodziewają się tam ducha centralnej Afryki. Ale zachwyca Afrykanów spodziewających się Europy. My spędzamy tam tylko jedną noc i płyniemy do Tangeru, gdzie stojąc na granicy portu rybackiego jesteśmy kilkaset metrów przed pięknym starym centrum miasta. Czyli przed Mediną.  To miasto nie jest przygotowane do przyjmowania jachtów dlatego nasz pobyt już daje odczucie prawdziwej dzikiej przygody. Miejsce gdzie jest jacht jest bez prądu, wody, jest otoczone policją imigracyjną i wojskiem.

Jednocześnie po tylu latach znamy tam wszystkich i czujemy się często bezpieczniej niż w wielu bezimiennych marinach tzw. europejskich. Ale do tego trzeba było wielu lat kontaktów i zdobywania zaufania też Marokańczyków ! Cóż zatem wypracowaliśmy sobie bezpieczeństwo i zaufanie.

 

Nawet ja uśmiechnąłem się w duszy jak znów po 8 miesiącach nieobecności zostałem przez wszystkich rozpoznany i przyjęty jak dobry przyjaciel.  Tak też nasi koledzy z załogi cieszyli się przyjęciem do grona bliskich znajomych a nie traktowaniem jak turyści.

W Tangerze przestrzegam podróżników przed chodzeniem po głównych ulicach.

Najprościej będzie jak dojdźcie do Cafe Centrum w Medinie Tanger, tam znajdziecie kierunkowskaz na KAZBACH (stary zamek na szczycie mediny). Zatrzymajcie się w samym Cafe CENTRUM, jest jak miejscowa kawiarnia dla reporterów. I co ważne doskonała Marokańska Herbata i Internet (hasło do Internetu to; 20172018). Tam też kelner opowie i wskaże kierunek dróg i zwiedzania nie dla turystów z promów.

W drodze na Kazbach i w nim są miejsca gdzie pracują prawdziwi miejscowi rzemieślnicy i nie kupicie produktów z Chin. Tam też można dobrze i niedrogo zjeść. Dla mężczyzn polecam słaną kawiarnię BABA. Ci co ją znajdą zrozumieją. Choć odwiedziło ją sporo muzyków i słanych ludzi nadal jest kolorowa i kontrowersyjna. Odradzam jednak noce w tej kawiarni bo powietrze jest ciężkie od zapachów wszystkiego co miejscowe.

 

Nie zapomnijcie też o sławnym klubie męskim „Les Fits du Detroid” przed bramą do Muzeum Kazbach w Tangerze. Tam za koszt Marokańskiej herbaty posłuchacie rdzennej muzyki. Po krótkiej namowie przyjmą pod dach też kobiety.

 

Pustynie Maroka

Pustynie Maroka

Po pierwszym tygodniu spędzonym na cieśninie Gibraltarskiej na pokładzie naszego ekspedycyjnego jachtu Sistrum, przesiedliśmy się do naszego samochodu. najkorzystniejszym rozwiązaniem z samochodów w jakikolwiek sposób przygotowanych do bezdroży, okazała się Dacia Duster. I podkreślam najkorzystniejszym, bo nie najlepszym. Brak napędu na dwie osie już po dwóch tygodniach kazał mi kilka godzin przegarniać piski pustyni z pod kół.  Cóż nie wiem czy to będę bardziej pamiętać czy masę miejscowych Berberów obstawiających czy mi się uda. Udało się i byłem dumny i brudny jak Camel 🙂

Dacia Duster kosztuje ok 400 MED na dzień. Pali natomiast 6 litrów na 100 km. I to przy naszych przebiegach szacowanych na ponad 10 000 km przeważyło nad terenówkami 4×4. Miejscowe palą ponad 10/100 km i to te najnowsze.

Miejsca w niej jest dużo a zdarzyło nam się nie raz w niej lub przy niej spać. Bez troski i niewygody daliśmy sobie radę.

 

Szczyt Dzabal Musa - w tle Ceuta i ciesnina Gibraltar

Szczyt Dzabal Musa – w tle Ceuta i cieśnina Gibraltar

10 stycznia na pokładzie miałem urodziny, tuż po tym jak nasz kolega Jerzy miał je 9 stycznia. Zatem pierwszą symboliczną lampkę (raczej kubek jachtowy) szampana wypiliśmy mijając od strony morza skałę Gibraltarską.

Moim prezentem było zdobycie kolosów Heraklesa.

 

W starożytności w III w. p.n.e. świat kończył się na Afryce. Jej teren był nieznany i niegościnny a mitologiczny Herakles podczas swojej 10 pracy miał zatrzymać kolosy. Jeden z nich to skała Gibraltarska drugo to Dżabal Musa w Maroku lub Monte Hacho w Ceucie. Płynąc przez cieśninę widzimy oba.

 

Majestatycznie wyróżniają się te szczyty ostrzegając przed wodami oceanu Afryki na które nieuchronnie wpływamy. Ją piękne. A widok z nich jeszcze piękniejszy.

Wejście na szczyt Gibraltaru nie jest trudne. Liczne ścieżki dlatego zdobyliśmy go obiegając cały kraj Gibraltar o świcie. To raptem 30 km. Zdobycie drugiego ze Słupów (kolosów) jest już trudniejsze.

 

Wyprawa rozpoczyna się z miejscowości  Belyounech i szlak niestety nie prowadzi na szczyt. Jeśli chcecie to rzobić to trzeba do niego dotrzeć niepewnymi ścieżkami miejscowych.

Jest to możliwe i nie niebezpieczne. mnie wejście i zejście zajęło tylko kilka godzin. Widok na Europę z Afryki jest piękny.

W miejscowości wyjścia uzupełnimy zapasy wody (świetny mały sklepik z obsługą posługującą się angielskim jest koło meczetu) oraz ostatnie wsparcie opowieści miejscowych. Ponieważ Musa to szczyt 900 metrowy, najwięcej o nim wiedzą miejscowi pasterze.  Niestety nie radzę iść na niego samemu nie znając wcześniej Maroka. To miejsce gdzie teraz ukrywają się osoby chcące nielegalnie przedostać się do Ceuty.  Zatem to łatwy niebezpieczny szczyt.

Pamiętajcie zdobycie Słupów (Kolosów) Heraklesa jest warte zachodu i można je zdobyć. Po rozmowie z miejscowymi Mohamedem dowiedziałem się że zimą podróżnicy zaglądają na Dżabal Musa bardzo rzadko i ostatni przede mną kilka miesięcy wcześniej.  To super uczucie odkrywać coś tuż za rogiem znanych szlaków. Widziałem ze szczytu Gibraltar, Tarifę, Tanger Med, Ceutę, Europę i Afrykę. I choć ostatniego człowieka widziałem w wiosce wyjścia zaledwie kilka godzin wcześniej, to będąc na dachu cieśniny gibraltarskiej czułem się wyjątkowo widząc to piękne miejsce samemu.

 

Droga do przygody

Droga do przygody

Utarte szlaki są dobre dla Biur Podróży, a to co pobudza wyobraźnię podróżników leży najczęściej blisko i wymaga tylko kilku kroków w bok.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzisiaj zaczynam przygotowanie do wejścia na Dżabal Toubkal. Zdobycie szczytu planujemy na niedzielę. Temperatura odczuwalna na szczycie to -30 stopni. A piszę te słowa z Marakeszu w krótkim rękawku, temperatura 18 stopni.  Świat jest piękny różnorodny choć wymagający.

 

Ale oczywiście gdyby Świat nie był wymagający to już by tak nas nie cieszyło !  

 

 

Najnowsze komentarze
    Najnowsze